Ko Phangan – wyprawa do Parku Narodowego Mu Ko Ang Thong


Całodniowa wycieczka do Parku Narodowego Mu Ko Ang Thong była przysłowiową wisienką na torcie naszego pobytu na Koh Phangan.

W prawie każdym hotelu lub ośrodku znajdziemy mnóstwo ofert turystycznych danego rejonu. Agencja turystyczna przy naszym hotelu miała kilka opcji wycieczek do parku narodowego Mu Ko Ang Tong. Jego położenie znajdziesz na mapie.

Ze względu na cenę postanowiliśmy wybrać ofertę firmy Asia Blue Tours. Płacimy 950 THB od osoby. Inne oferty zaczynały się od 1800 THB! W cenę wliczone były podróż łodzią jest wstęp do parku narodowego, śniadanie, lunch, owoce oraz napoje.

Z samego rana odebrano nas pick-upem i po dotarciu do portu Tong Sala wchodzimy na łódź, gdzie czeka na nas śniadanie. Kilkupiętrowa łajba miała przestronne pomieszczenia na zewnątrz oraz klimatyzowane wewnątrz, taras widokowy z wygodnymi kanapami, kuchnię z gorącymi oraz zimnymi napojami, dwie toalety oraz zjeżdżalnię.

Po załadowaniu wszystkich turystów, a było nas aż 15(!), wyruszamy w rejs. Ponad dwugodzinna podróż mija nam dość szybko, jako, że humory nam wyjątkowo dopisują. Czas umilamy sobie filmowaniem okolicy, czytaniem książek, opalaniem na górnym tarasie oraz śpiewem.

Dopływamy do celu, a pierwszą wyspę, na której lądujemy jest Ko Wua Ta Lap. Tu czeka nas wspinaczka na punkt widokowy trasą Pha Jun Jaras Natural Trail (Viewpoint).

Phu Ja Jaras Natural Trail – View Point na mapie.

Strome, skaliste schody prowadzą nas do celu. Słońce praży, a woda w butelce szybko znika. Bez niej nie dałabym rady. Co jakiś czas przystajemy w punktach odpoczynku umieszczonych na trasie i podziwiamy okolicę. Ostatkiem sił docieramy na szczyt.

Nie da się opisać tego widoku. Po prostu… WOW!!!

Widok kilkunastu skalistych wysepek wyrastających z tafli turkusowo – niebieskiego morza to istny cud przyrody. Do tego pomiędzy nimi pływające małe stateczki i motorówki ciągnące za sobą bałwany spienionych fal. Ten obraz już na zawsze zostanie w mojej pamięci … Niech żałują ci co nie podjęli się wspinaczki.

Nie mieliśmy tu wiele czasu i po zejściu z góry szybko wskakuję do wody aby się ochłodzić.

Wracamy na łódź, gdzie zjadamy przepyszny, tajski lunch i wskakujemy do kajaków. Uśmiałyśmy się nieźle z Olą, bo żadne z nas wioślarki i za nic nie mogłyśmy nadążyć za grupą ani sterować w odpowiednią stronę. Najważniejsze, że dobrze się ubawiłyśmy. 

Po rundce wzdłuż wybrzeża i oglądaniu przybrzeżnych jaskiń, trafiliśmy do następnej wyspy o nazwie Ko Mae Ko. W jej środku znajduje się małe jezioro Blue Lagoon (Emerald Lake), które pięknie prezentuje się z punktu widokowego.

Blue Lagoon – Emerald Lake na mapie.

Po powrocie na niewielką plażę, kilka minut pluskania schładza nasze rozgrzane słońcem ciała.

Wracamy na łódź. Po delikatnej przekąsce zatrzymujemy się na głębszej wodzie i zaczyna się zabawa. Głośna muzyka dodaje otuchy tym co mają stracha skakać czy zjeżdżać do wody.

Zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy do Koh Phangan. Mijając kilka pozostałych mniejszych wysepek podziwiamy piękny zachód słońca.

Zamyślam się i stwierdzam, że czasem łapiemy się na tym, że niektóre nowo odwiedzane miejsca nie robią na nas takiego wrażenia. Tak chyba jest jak człowiek już trochę widział…  😛 Jednakże archipelag Mu Ko Ang Tong to z pewnością kolejny raj na ziemi, jaki dane mi było oglądać i należy bezwzględnie do tych, które koniecznie trzeba odwiedzić. Dla mnie to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam. 

Reklamy