Jaskinia Phraya Nakhon


W odległości około 300 km od Bangkoku oraz 50 km na południe od Hua Hin, znajduje się park Narodowy Khao Sam Roi Yot, który w dosłownym tłumaczenu oznacza „górę trzystu szczytów”.

Tutaj zatrzymujemy się aby odwiedzić piękną jaskinię Phraya Nakhon. Jej lokalizację znajdziesz na mapie.

Do jaskini można dostać się na dwa sposoby. Z plaży Bang Po można pieszo dotrzeć do jaskini, a wędrówka prowadzi przez góry i trwa ponad 3 godziny.

My wybieramy łatwiejszą i przede wszystkim szybszą opcję – łódkę z plaży Bang Po na sąsiednią Laem Sala, a stąd ostrą wspinaczkę do wrót groty. 

Parkujemy auto i płacimy za wejście do Parku Narodowego 300 THB od osoby!!! Ku mojemu zdziwieniu płacimy jak obcokrajowcy czyli pełną kwotę, pomimo posiadania tajskiego dowodu osobistego, którego zdobycie jest nie lada osiągnięciem. Wkurzyło nas to, gdyż w Chiang Mai respektują ten dokument i za wejście do parku płacimy jak lokalasi czyli jedyne 20 THB!!! Jest różnica?

Po krótkiej, aczkolwiek bezskutecznej negocjacji, wynajmujemy łódź do następnej zatoki i plaży Laem Sala, z której drogą pod górę kierujemy się prosto do jaskinii Phraya Nakhon.

Pieszo mamy do pokonania około 500 metrów, jednakże droga po kamiennych schodach jest stroma i zadyszka gwarantowana. Po drodze zatrzymujemy się w kilku punktach widokowych, które świetnie rekompensują zmęczenie. Po około półgodzinnej, intensywnej wspnaczce docieramy do celu.

Nie zapomnijcie wziąć ze sobą wody … dużej ilości wody, szczególnie w gorące dni. My mieliśmy okazję ratować jedná z chińskich turystek, która po wejściu do jaskinii straciła przytomność. Ich kilkuosobowa grupa miała tylko jedną małą butelkę wody. Tylko dzięki temu, że moja ciocia – pielęgniarka udzieliła jej pierwszej pomocy, oraz dzięki temu, że każdy z nas miał butelkę z wodą, a ja wodę z lodem w termicznym kubku, nie zakończyła swojego krótkiego żywota w tym miejscu. Po półgodzinnej reanimacji przybyli ratownicy parku narodowego oraz pogotowia i zabrali lekkomyślną turytkę do szpitala. Podobno miała ona problemy z sercem, więc nie polecam tej wspinaczki osobom z problemami sercowymi.

Z tablic informacyjnych dowiadujemy się, że jaskinia została odkryta ponad 200 lat temu przez ówczesnego władcę tego rejonu, który szukając schronienia przed sztormem ukrył się w jej czeluściach. Nazwa pochodzi właśnie od jego imienia.

Ogromna jaskinia składa się z trzech grot. W dwóch z nich wapienne, podatne na erozję sklepienia zawaliły się, tworząc otwory, przez które wpadają promienie słoneczne oraz deszcz. Dzięki temu pod ziemią wyrosły bujne krzewy i drzewa.

W sklepieniu pierwszej groty dostrzegam dwa otwory oraz pomost pomiędzy nimi – to tzw. „Dead Bridge” (Martwy Most lub jak kto wolni bardziej groźną nazwę Most Śmierci).

W większej grocie stoi czerwono-złota budowla, coś w rodzaju niewielkiej świątynii o nazwie ‘Khuha Kharuehat Pavilion’. Została ona wybudowana na życzenie Króla Ramy V, po jego wizycie w jaskinii w 1890 roku. Pawilon nie jest jakiś nadzwyczajny, ale przenikające przez sklepienie jaskinii promienie słońca padające na pawilion tworzą nieprawdopodobne efekty wizualne, a magicznego efektu dopełniają piękne stalaktyty oraz rosnący w jaskini gaj.

Żadne zdjęcie czy film nie oddaje jej potęgi oraz piękna. To trzeba zobaczyć na własne oczy.

Zobaczcie naszą wizytę w grocie:

W jaskinii można przebywać do 5 po południu więc kierujemy się ku wyjściu.

Wracamy na plażę skąd łódka zabiera nas w droge powrotną. 

Reklamy