Oblicza Kambodży – Phnom Penh dzień 1


Kambodża chyba każdemu kojarzy się z pięknym widokiem świątyni Angkor Wat w Siem Reap. My postanawiamy zobaczyć również inne oblicza Kambodży rozpoczynając od jej stolicy.

W Phnom Penh lądujemy kiedy zapada zmrok. Przed wyjściem z lotniska, po prawej stronie, dostrzegamy kilka okienek z usługami lokalnych sieci komórkowych, gdzie kupujemy kartę do telefonu. Po prównaniu cen wybór pada na Cell Card, za 6 dolarów amerykańskich dostajemy nielimitowany internet na 30 dni.

Walutą, którą płacimy w Kambodży jest USD, aczkolwiek kiedy dostajemy resztę poniżej dolara, wypłacane są kambodżańskie Riele.

Lot z Singapuru do stolicy Kambodży liniami Silk Air:

Samo miasto Phnom Penh nie zauroczyło nas od pierwszego wejrzenia, jako że do najpiękniejszych to ono nie należy. Raczej niewysoka zabudowa, zaniedbane budynki i ulice, kolonialne domki w ruinie a pozostałe w budowie. Począwszy od głównej drogi z lotniska do centrum, po nowe hotele i apartamentowce generalnie mówiąc to jeden nie kończący się plac budowy. Jedynymi, wyróżniającymi się zdecydowanie od pozostałych, wymuskanymi budowlami, były kasyna oraz gmachy instytucji rządowych. Chaos architektoniczny to pierwsze oblicze jakie nam pokazała Kambodża.

Podobno w latach 50 i 60tych ubiegłego wieku, kiedy to Kambodża była kolonią francuską, Phnom Penh uważane było za najładniejsze miasto tej części Azji. Wszystko zmieniło się jednak kiedy Czerwoni Khmerzy przejęli władzę. Obecna stolica Kambodży straciła miano pięknej na długie lata. Mieszkańców wysiedlono, wielu z nich zabito, a samo miasto zdewastowano. Aż cud, że w ogóle jest w nim co oglądać. Po czystkach przeprowadzonych przez tyranów miasto liczyło raptem kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Obecne 1,5 miliona mieszkańców to jak na azjatycką stolicę całkiem niewiele. Dla porównania Bangkok liczy sobie około 6 milionów mieszkańców.

Oprócz ogromnego ruchu na ulicach, zwłaszcza motorowego nic nie wskazuje na to, że znaleźliśmy się w centrum azjatyckiej stolicy. Korki, zero transportu publicznego oprócz tuk-tuków. Typowo azjatycki chaos … tym razem uliczny.

Pomimo korków oraz rozkopanej głównej drogi dojazdowej do centrum, taksówką (za 12 dolarów) docieramy do naszego hotelu w niecałe pół godziny.

Hotel rezerwujemy na booking.com. Porównaj ceny tutaj.

Hotel Ohana Phnom Penh:

Hotel Ohana Phnom Pehn znajduje się prawie nad rzeką. Specjalnie wybrałam tą lokalizację gdyż łatwo stąd spacerkiem dostać się do najbliższych atrakcji oraz niezliczonej ilości restauracji, punktów masażu oraz bazarów.

Pałac Królewski – Royal Palace Phnom Penh

W pierwszy dzień zwiedzanie stolicy rozpoczynamy od Pałacu Królewskiego. Jest on w miarę nowy, gdyż został wybudowany w drugiej połowie XIX wieku, w okresie, gdy Kambodża była kolonią Francuzów.

Zwiedzać go można od 8 do 10:30 rano oraz od 14 do 17 po południu. Wstęp kosztuje 40 000 rieli, czyli około – 10$ za osobę. Obowiązuje strój zasłaniający kolana oraz ramiona, aczkolwiek panowie mogą wejść w spodenkach i T-shircie!

Tuż za wejściem stoi pawilon Chan Chaya, który kiedyś służył do przyjmowania defilad, gdzie obecnie odbywają się koronacje i inne ważne uroczystości państwowe oraz pokazy tradycyjnego tańca khmerskiego.

Na terenach kompleksu pałacowego zobaczyć można Skarbiec Królewski, Królewską Salę Bankietową oraz Pawilon Napoleona III. Wartą zobaczenia jest też XIX-wieczna Srebrna Pagoda, w której podłoga wyłożona jest ponad pięcioma tysiącami srebrnych płytek, a każda waży ponad 1 kg. W sumie znajduje się w niej ponad 5 ton srebra!

Następnym ważnym puntem zwiedzania jest posąg Buddy, który wykonany jest z 90 kg złota oraz udekorowany ponad 9-ma tysiącami diamentów. Ten buddyjski przepych…

Zaczyna padać, pora deszczowa w Azji może zaskoczyć w każdym momencie. Uciekamy przed ulewą monsunową i chronimy się pod zadaszeniem wzdłuż muru, na którym pokazano kambodżańską historię i mitologię.

Pałac Królewski w Phnom Penh:

Część budynków niestety pozostaje poza zasięgiem turystów – z ok. 50 budynków i innych obiektów, turyści mogą zobaczyć około 30. Niestety pałacu jako takiego nie można zwiedzić.

Na całym terenie kompleksów pałacowych, który jest bardzo dobrze utrzymany i wszystko wygląda jakby dopiero co zostało wyremontowane, można robić zdjęcia jedynie na zewnątrz budynków.

Deszcz zniechęcił nas do dalszego zwiedzania więc opuszczamy królewskie włościa i wynajętym tuk-tukiem udajemy się w okolice bulwaru Preah Sihanouk. Po drodze mijamy pomnik Przyjaźni Wietnamskiej, wzniesiony ku chwale i odwadze żołnierzy wietnamskich, którzy w 1979 roku obalali reżim Czerwonych Khmerów. Można by wiele mówić o tej „przyjaźni”, a raczej kiepskich stosunkach między Kambodżą a Wietnamem, trwających kilka dekad. Jeśli interesuje kogoś historia tego rejonu świata oraz wojna chińsko-wietnamska to może poczytać na Wikipedii czy innych stronach w necie.

Przy pierwszym rondzie rondzie dostrzegamy wykonany ze złota pomnik Samdech Chuon Nath. Samdech Sangha Raja Jhotańano Chuon Nath był Najwyższym Patriarchą Kambodży a jednocześnie poetą, autorem książek, kompozytorem, ale przede wszystkim mnichem. Wysiłek w konserwowanie języka Khmerów, ochronę khmerskiej tożsamości i historii w postaci hymnu narodowego, to niektóre dokonania tego skromnego, a jakże utalentowanego zakonnika.  Jego prochy pochowane są w Wat Ounalom w centrum Phnom Penh, a jego pomnik znajduje się na skrzyżowaniu głównych dróg, w alei zasłużonych dla kraju postaci.

Objeżdżamy rondo oraz statuetkę mnicha dookoła i zatrzymujemy się na chwilkę przy Kolumnie Króla Narodoma Sihanouka, który wstąpił na tron w 1941 roku, a abdykował w 2004. Cieszył się on dużym prestiżem i popularnością w kraju, dla wielu był postacią fascynująca a jednocześnie kontrowersyjną. Kambodżanie uważają go za „ojca narodu”, który przewodził im w trudnych latach wewnętrznych konfliktów, krwawej dyktatury Czerwonych Khmerów i interwencji sąsiedniego Wietnamu. Polecam lekturę krótkich artykułów o królu, który zmarł w 2012 roku: kliknij tutaj lub tutaj 

W niewielkiej odległości za statuą króla znajduje pomnik Niepodległości, który wzniesiono pod koniec lat pięćdziesiątych, dla uczczenia proklamowania przez Kambodżę niepodległości 9 listopada 1953 roku. Architektura obelisku przypomina kształtem jedną z wież świątyni Angkor.

Obserwujemy ruch dookoła ronda, na którym znajduje się statua. Setki aut, tuk-tuków oraz skuterów podążają we wszystkich kierunkach i bez zatrzymywania się przed rondem włączają się do ruchu kołowego. Jakimś cudem nie dochodzi do wypadków. Podobno incydenty i wypadki są co chwilę, ale przy niewielkiej prędkości szkody z reguły są minimalne i nikt nie zawraca sobie głowy jakimiś odszkodowaniami i po stłuczce przechodzi się do porządku dziennego.

Po krótkiej przejażdżce wzdłuż bulwaru nasz kierowca zatrzymuje się przed jakimś gmachem. Podchodzi do mężczyzny podlewającego krzewy na trawniku i po chwili tenże, bez komantarza czy wahania, tankuje pojemnik na wodę do pełna. Okazało się, że nasz kierowca potrzebował uzupełnić zapasy wody do chłodzenia silnika motorku.

Mijamy kilka imponujących gmachów kasyn i przekraczamy most wiodący na wyspę Diamentową. Wyspa ta znajduje się w miejscu gdzie wody rzeki Tonle Sap wpadają do Mekongu – najdłuższej rzeki Półwyspu Indochińskiego. Ciekawostką jest fakt, iż z nadejściem pory deszczowej wezbrane masy wody jakie płyną Mekongiem są wpychane w mniejszą Tonle Sap, zmieniają jej kierunek, płynąc w górę rzeki, aż do jeziora o tej samej nazwie. Na filmiku zobaczcie zdjęcia, na ktorych widać różne kolory wody dwóch rzek. Jezioro Tonle Sap to również największe rozlewisko na Półwyspie Indochińskim.

Na wyspie Diamentowej (nazwa może bierze się od jej kształtu) znajduje się park rozrywki – coś w stylu wesołego miasteczka, mnóstwo restauracji, teatr, centrum wystawowe, apartamentowce, itd, które za dnia są wyludnione, natomiast nocą tętnią życiem i tysiącem kolorowych świateł oraz muzyką. Największe i najokazalsze budynki to oczywiście kasyna oraz hotele, które jak grzyby po deszczu wyrosły w ostatnich latach w Kambodży. Wszystko to za sprawą wpływowych i majętnych Chińczyków, którzy masowo inwestują w wielu krajach Azji południowo-wschodniej.

Świątynia  – Wat Ounalom

Po południu docieramy do świątyni Wat Ounalom. Nie jest to duży teren i znajduje się przy nabrzeżu rzeki w niewielkiej odległości od naszego Hotelu Ohana. Powstał w 1443 roku i na mnie osobiście nie zrobił dużego wrażenia. Wstęp jest wolny, więc można go obejrzeć, gdy jest się w pobliżu. W godzinach lunchu bramy światyni są dla turystów zamknięte. Na tyłach świątyni można zobaczyć stupę kryjącą podobno włos z brwi Buddy. Tutaj też znajdują się prochy wcześniej wspomnanego mnicha.

Nas zaciekawiły koty wylegujące się dookoła. Jeden z nich był wyjątkowo chudy. Aż serce ściskało kiedy się jemu przyglądaliśmy. Wystraszony rudzielec cichutko tylko miauczał i zapewne prosił o jedzenie. Niestety nie mieliśmy nic.

Wat Ounalom:

Świątynia Wat Phnom na wzgórzu Penh

Wstęp do Wat Phnom jest płatny 1 USD. Kompleks można zwiedzać codziennie od 7:00 do 18:30.

Od jej nazwy podobno pochodzi nazwa stolicy Kambodży więc warto ją odwiedzić.  Według legendy, pewna bogata Kambodżanka o imieniu Penh, znalazła na brzegu rzeki Sap cztery figury Buddy. Na pobliskim wzniesieniu, będącym najwyższym punktem w okolicy, kazała zbudować świątynię, w której te figury umieszczono. Nazwa Phnom Penh znaczy właśnie „wzgórze Penh”.

U podnóża świątyni można pospacerować alejkami zacienionymi przez parkowe drzewa. Na jednym z trawników znajduje się wielki zegar – The Giant Clock. Mijamy go i dostrzegamy grupkę ludzi karmiących małpy. Dodatkowa atrakcja dla turystów. Do samej świątyni docieramy po krótkiej i łatwej wspinaczce alejką oraz schodami. Nie jest to jakaś wyjątkowa świątynia, niewielka jak na świątynie buddyjskie i trochę zaniedbana. Pomimo to zapach kadzidełek mieszający się z zapachem kwiatów, sprzedawcy ptaszków, których uwolnienie przynosi szczęście, wierni palący kadzidełka oraz małpy, tworzą jakiś magiczny klimat tej świątyni.

Wat Phnom:

Dzisiejszy dzień objawił nam bogate oblicze Kambodży. Wymuskany pałac królewski, nowoczesne, monstrualne gmachy kasyn, pomniki upamiętniające ważne wydarzenia historyczne czy osobistości, które miały znaczący na nią wpływ oraz ociekające złotem świątynie buddyjskie, można by powiedzieć, że Kamodża świetnie prosperuje jak na kraj trzeciego świata. 

Jednak chaos na drodze oraz w architekturze miasta świadczy o charakterze tej metropolii jaki zobaczysz wyłącznie w Azji,  no poza Singapurem oraz Japonią.

Następny dzień w stolicy kraju ukazuje nam całkiem inne jego oblicze. Zapraszam na kolejny wpis.

Reklamy