Singapur w 3 dni


Singapur to, obok Malediwów, najmniejsze państwo Azji. To niewielkie państwo–miasto słynie z wielkich sukcesów gospodarczych i jest uważane za jedno z najbogatszych państw świata.

Singapur swój sukces ekonomiczny zawdzięcza głównie doskonałemu położeniu geograficznemu na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych.

Historia Singapuru jest dość ciekawa , więc polecam cofnąć się w czasie.

Jeszcze nie tak dawno temu nie było w Singapurze nic szczególnego. Wyspę porastał las tropikalny, a zamieszkiwali ją przede wszystkim malajscy rybacy.

Jako, że każdy statek płynący z Europy lub Indii do Chin i Japonii, musiał ominąć Półwysep Malajski, właśnie koło Singapuru, te tereny stały się wyjątkowo atrakcyjnym przyczółkiem handlarzy z wielu stron świata. Początkowo swoje wpływy zdobyli tutaj Portugalczycy, a potem Holendrzy.

Na początku XIX w. brytyjski gubernator Indii, wysłal porucznika Stamforda Raffles’a w celu stworzenia portu oraz placówki handlowej na wyspie. Zależało im również na stworzeniu tutaj bazy morskiej, z której brytyjska flota mogłaby ochraniać swoje statki handlowe, zwłaszcza przed Holendrami. Młody porucznik Raffles przybył na wyspę i po prostu ją kupił.

Brytyjczycy przejęli południową część Półwyspu Malajskiego w 1918 r. i utworzyli tu swoją kolonię, z Singapurem jako jej stolicą. W krótkim czasie tysiące imigrantów ściągnęło tutaj z Chin, Malezji oraz Indii aby ładować na statki towary w tutejszych dokach.

W czasach I Wojny Światowej Singapur stał się najważniejszą bazą wojskową Imperium Brytyjskiego w tej części świata. Miasto zostało uzbrojone po zęby i wyposażone tak, żeby żadna flota – ze wschodu czy zachodu – nie zdobyła go od strony wody.

W II Wojnie Światowej Brytyjczycy ponieśli jednak spektakularną klęskę ze strony Japończyków, którzy uderzyli od lądu. Winston Churchill nazwał upadek Singapuru największą katastrofą i największą kapitulacją w brytyjskiej historii. Po ponad 3-letniej okupacji Singapuru przez Japonię, nastała bieda, głód i całkowita utrata zaufania do Brytyjczyków. Pojawiło się bezrobocie i niepokój.

Singapur uzyskał autonomię dopiero w latach 60-tych, a w 1963 r. ogłosił niepodległość. Przez jakiś czas stworzył wraz z Malezją jedno federacyjne państwo, ale z powodu konfliktu pomiędzy chińską większością a islamską władzą został wydalony z Federacji Malajskiej.

Przewidywano, że nie posiadający żadnych bogactw naturalnych Singapur skazany jest na wegetację i upadek, tymczasem w krótkim czasie wyspa stała się finansową stolicą Azji, wypielęgnowaną enklawą i jednym z najbogatszych państw świata.

Władze postawiły na rozwój ekonomii i całkiem nieźle im to wyszło, bo startując z Malezją z tego samego poziomu, mimo braku surowców, po 50 latach Singapur jest prawie 4 razy od niej bogatszy.

Błyskawiczny boom gospodarczy spowodowal, że po dzień dzisiejszy Singapur jest najważniejszym centrum handlowym w Azji Południowo-Wschodniej.

Niektórzy uważają, że sukces gospodarczy jest wynikiem autorytarnej władzy, gdyż od 60 lat Singapurem kieruje jedna partia – Partia Akcji Ludowej, osiągająca wyniki wyborcze na poziomie 60-70%. Zazwyczaj zgarnia ona wszystkie miejsca w parlamencie.

W kraju obowiązuje również bardzo rygorystyczne prawo. Udział w wyborach jest obowiązkowy, a za krytykę władzy można iść do więzienia. Rząd kontroluje praktycznie wszystkie media. Funkcjonuje zakaz demonstracji, happeningów i zgromadzeń publicznych. Istnieje oficjalna cenzura, a władze mogą w nieskończoność przetrzymywać niewygodnych obywateli. To druga strona medalu sukcesu ekonomicznego Singapuru.

„Ta sama partia rządzi od początku nie dlatego, że wprowadziła reżim pod karabinami, a władzy pilnują żołnierze, tylko dlatego, że w wyborach, w których nikt nie zarzucił żadnego sfałszowania, uzyskuje większość – powiedział Waldemar Dubaniowski, były polski ambasador w Singapurze. Zdaniem dyplomaty spowodowane jest to sukcesami gospodarczymi kraju. – Wystarczy spojrzeć – rybacka wioska, biedna jak mysz kościelna, trzy razy biedniejsza od Polski w latach 50-60, a dzisiejszy Singapur – jeden z najbogatszych krajów świata” – źródło TVP info.

Singapur, pomimo swych korzeni europejskich, a dokładnie brytyjskich, jest przede wszystkim niesamowitą mieszanką kulturową wpływów malajskich, hinduskich i chińskich. Singapur to gorący klimat, to egzotyczne jedzenie, to zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. Z tych oraz innych powodów Singapur to miejsce, które dla wielu turystów jest punktem docelowym, dla nas jest natomiast przystankiem i przesiadką w  podróży po Azji.

Dzień 1

W Singapurze lądujemy późnym popołudniem.

Lot z Chiang Mai do Singapuru liniami Silk Air trwał ok 3 godziny. Bez luksusów ale przyjemna obsługa oraz smaczny posiłek.  Alkohole za darmo 😛

Drogę z lotniska do hotelu pokonujemy taksówką w niecałe 30 minut. Koszt to 20 SGD – dolar singapurski. Ceny noclegów w Singapurze są zdecydowanie wysokie. Za najtańszy hostel zapłacisz w granicach 100 zł. Hotel średniej klasy to kwestia naszych kilkuset złotych. Takie jednak znajdziesz poza centrum. Ja rezerwuję nasz w niewielkiej odległości od największych atrakcji stolicy.

Meldujemy się w Hotelu Clover 7, który zarezerwowałam na booking.com. Sprawdź cenę lub zarezerwuj hotel TUTAJ.   Lokalizacja hotelu na mapie.

Niewielki, a wręcz malutki pokój został sprytnie zaprojektowany tak aby znalazło się miejsce na wszystko. Na bagaże mamy wnękę pod łóżkiem, kilka haczyków na ścianie służy za szafę, lodówka, czajnik z herbatą i kawą, suszarka. Całkiem przyzwoite kosmetyki oraz „słodkie” kapcie, powodują, że nie narzekamy na niewygody, przeciskając się pomiędzy umywalką a łóżkiem. Czysta, nowocześnie zaprojektowana łazienka oraz dobrze działający prysznic są dodatkowym atutem. Lokalizacja hotelu jest doskonałą bazą wypadową do wielu ciekawych miejsc w mieście. Przyjemny prysznic i kawa stawiają nas na nogi, a nasze zmęczenie po podróży szybko mija.

Jestem oczywiście podekscytowana nowym miejscem, pomimo, że nie jestem szalonym typem, który koniecznie musi zaliczyć wszystkie atrakcje. Naczytałam się trochę o tej azjatyckiej metropolii i chcę na własne oczy zobaczyć i doświadczyć na czym polega ewenement Singapuru. Łapiemy aparaty i wyruszamy na powitanie ponad 5 milionowego panstwa-miasta. Singapur jest drugim najbardziej zaludnionym miastem na świecie. Pomimo, iż na jednym kilometrze kwadratowym mieszka ponad … 75000 osób (!!!!) w przeciągu trzech dni naszego pobytu nie odczuliśmy natłoku takiej masy ludzi.

Nasze zwiedzanie zaczynamy od wieczornego spaceru wokół Boat Quay oraz Clarke Quay. Brzeg rzeki Singapur to bardzo klimatyczne miejsce, gdzie od wczesnych godzin południowych oraz wieczorami spotkać można młodzież oraz turystów, którzy przesiadują w knajpkach usytuowanych wzdłuż wody. Niektórzy po prostu siedzą na nabrzeżu, obserwując dziesiątki stylowych statków wycieczkowych, sunących po rzece.

Zrobiło się dość późno. Przed powrotem do hotelu w sieciowym sklepie 7/11 kupujemy kartę sim do telefonu za 5 dolarów. Starcza nam spokojnie na cały pobyt.

Dzień 2

Następnego dnia z rana kierujemy swoje kroki w stronę biznesowej dzielnicy Raffles. To tutaj właśnie znajduje się sieć banków z całego świata, singapurska giełda papierów wartościowych oraz siedziby wielu międzynarodowych korporacji. Singapur jest trzecim centrum finansowym świata po Londynie i Nowym Jorku. Niezaprzeczalną zaletą Singapuru jest jego usytuowanie oraz idealna strefa czasowa. Ta sama godzina co w Chinach zdecydowanie sprzyja interesom, a kiedy Amerykanie kończą pracować, a Europejczycy jeszcze śpią – światowy handel przenosi się właśnie do Azji. Centrum rozliczeniowe w Singapurze to strzał w dziesiątkę.

Raffles to imponujący kompleks drapaczy chmur, które górują nad miastem i spacerując pomiędzy nimi ciężko dostrzec ich szczyty. Dzielnica „wieżowców” w dzień to miejsce całkowicie wyludnione, a w godzinach lunchu oraz po 17 zostaje nagle zalane przez tłum biznesmenów, którzy w garniturach śpieszą się do swoich domów.

Jest jeszcze wcześnie rano więc nie ma takich tłumów. Ruszamy w kierunku rzeki.

Boat Quay to przyklejone do nadbrzeża małe domki, które kontrastują ze „szklanym tłem” drapaczy chmur. To jedno z ciekawszych a zarazem klimatycznych miejsc pośród wysokich wieżowców. Swego czasu rzeka była bardzo ważnym szlakiem handlowym gdzie kupcy chińscy chętnie zakładali swoje biznesy. W tym miejscu rzeka przypomina kształtem brzuch ryby co według wierzeń ludowych miało stanowić gwarancję sukcesu. Wnosząc po cenach i ilości klientów, pewnie mieli rację.

Teraz na obrzeżach Boat Quay mieszczą się niezliczone restauracje, bary oraz sklepiki, które oferują lokalne dania oraz potrawy kuchnii z różnych zakątków świata. Są one trochę droższe od ulicznego jedzenia, ale wiele z lokali ma w ofercie „happy hours” i można upolować coś w sensownej cenie, np piwo Sigha. 😀

Ujście rzeki Singapur to jednocześnie najstarsza część miasta i jedyna, gdzie można choć trochę poczuć kolonialnego klimatu XIX-wiecznej Azji.

Naszą historyczną wycieczkę zaczynamy od mostu Elgin Bridge. Most pierwotnie drewniany, jest pierwszym mostem w Singapurze zbudowanym w 1823. Kilkakrotnie przebudowywany oraz poszerzany uzyskał obecną formę w 1925 roku.

Spacerkiem podążamy w kierunku następnego mostu – Cavenagh Bridge. Mijamy szereg knajpek, które do południa świecą pustkami oraz drapacze chmur będące azjatycką siedzibą światowych banków oraz słynnych korporacji.

Zanim docieramy do mostu Cavenagh zatrzymujemy się przy trzech męskich figurach oraz wozie zaprzęgnietym w bawoła. Tabliczka obok wyjaśnia ich znaczenie. Jedna z figur to Szkot Alexander Laurie Johnson, który dobija targu z dwoma innymi kupcami, Chińczykiem oraz Hindusem. W tym czasie jego pracownicy ładują worki z towarem lub pieniędzmi na wóz. Szanowany jako biznesmen oraz sędzia w sporach pomiędzy kupcami Alexander założył firmę handlową „Alexander Laurie Johnson & Co”, która działała do 1848. Na miejscu jego firmy kupieckiej obecnie znajduje się budynek banku Maybank.

Przy moście Cavenagh nie sposób nie zauważyć okazałego, neoklasycystycznego budynku Hotelu Fullerton, który po zmroku mieni się imponującą iluminacją. Piękna, kolonialna architektura oraz wystrój wnętrza zachwyci niejednego. Kusiło mnie żeby wejść, chociaż na kawę. Może następnym razem.

Mijamy most i dostrzegamy następne figurki. Są to tym razem figury wskakujących do wody, nagich chłopców. Na tabliczce obok odczytuję nazwę – The First Generation. Stanowią oni symbole pierwszych imigranów, którzy osiedli na tych terenach. Ich wkład w rozwój oraz świetność Singapuru jest respektowany oraz doceniany po dziś dzień. Rzeka odegrała znaczącą role w historii rozkwitu miasta. Była ona również miejscem zabawy dzieciaków i jedynym basenem, w którym mogli doskonalić umiejętności pływackie. Niestety w 1983 roku zakazano pływania w rzece ze względu na jej zanieczyszczenie. Dzisiaj pływają po niej głównie statki wycieczkowe.

Przechodzimy na drugą stronę rzeki po moście Andersona i dostrzegamy dwa okazałe budyki:  teatr – Victoria Theathre oraz nieco w lewo Muzeum Cywilizacji Azji. Na pewno spodoba się miłośnikom sztuki, historii i geografii. Lokalizację Muzeum Cywilizacji Azji znajdziesz na mapie. Podobno tu, nieopodal muzeum wylądował wcześniej wspomniany sir Raffles.

W podliżu znajdują się wielkie srebrne kule, gdzie prawie każdy robi fotkę ze swoim odbiciem. I my także 😛

Przy nabrzeżu napotykamy kolejne figury, które nawiązują do historii Singapuru, jego kupieckiej tradycji oraz pierwowzorów giełdy.

W cieniu drzew podążamy alejką o nazwie „Queen Elizabeth Walk” w stronę skweru Esplanade Park. Z jednej strony podziwiamy kolonialne, zabytkowe budynki, a z drugiej strony górujące nad zatoką szklane wysokościowce oraz wyłaniający się w oddali Hotel Marina Bay Sands.

Alejką pod autostradą dochodzimy do budynku przypominającego wielkiego ananasa. To kolejny teatr – Esplanade Theatres on the Bay.

Po drugiej stronie teatru zatrzymujemy się na kawę oraz chłodzimy w klimatyzowanym pomieszczeniu po spacerze w tropikalnym upale. Tu łapiemy też wifi i na mapie dostrzegam fontannę Obfitości – Fountain of Wealth znaną z naszego ulubionego programu „Amazing Race”. Nie zastanawiamy się długo i przez centrum hanlowe Marina Square ruszamy w jej kierunku. Jest ona o tyle ciekawa, że usytuowana jest w samym centrum ronda, a wejść do niej można wyłącznie z podziemia. Tak też czynimy. Lokalizacja fontanny na mapie.

Wracamy do naszej wyprawy po nabrzeżu rzeki, a co ciekawe docieramy do niej prawie nie wychodząc z pomieszczeń. Infrastruktura Singapuru jest tak zaprojektowana aby przemieszczając się pomiędzy bydynkami nie trzeba było wychodzić na zewnątrz. Równikowe położenie kraju sprawia, że przez cały czas panują tu jednakowe warunki pogodowe, wysoka temperatura od 25 do 35 stopni oraz duża wilgotność powietrza. Męczące na dłuższą metę.

Swoje kroki kierujemy na most Jubilee Bridge, z którego roztacza się widok na Marina Bay oraz Robertson Quay. Chyba nie ma osoby, która będąc w Singapurze nie odwiedziła tej okolicy. To jedno z najbardziej znanych miejsc w Mieście Lwa z supernowoczesnymi hotelami, takimi jak Marina Bay Sands czy wspomniany hotel Fullerton.

Tutaj też znajduje się Park Merlion ze słynną fontanną – posągiem plującego wodą lwa. Od 1997 roku  Merlion jest symbolem Singapuru. Pomnik Merliona to hybryda lwa i ryby a jego konstrukcja jest dziełem miejscowego rzeźbiarza, który zainspirował się legendarną nazwą miasta Singapru. Pochodzi ona od słów: singa (lew) i pura (miasto), stąd niekiedy stosowana jest nazwa Miasto Lwa.

Merlion stoi na straży miasta u ujścia rzeki Singapur. Przy posągu znajduje się platforma gdzie tysiące ludzi robi codziennie zdjęcia okolicy oraz samym sobie. To również świetny widok na drapacze chmur oraz na znajdujący się po drugiej stronie zatoki hotel Marina Bay Sands.

Niektórzy mówią, że kto nie widział Marina Bay Sands, ten nie był Singapurze. Marina Bay Sands, to wielki kompleks hotelowy, który jest kolejnym symbolem Miasta Lwa. Jego trzy 55-piętrowe wieże podtrzymują podniebny taras w kształcie łodzi, na której mieszczą się baseny i ogrody. Palmy, drinki i panorama miasta oglądana z brzegu basenu to marzenie niejednego turysty.

Na dachu hotelu znajduje się równiez taras widokowy ze wstępem dla turystów, a za wejście osoba dorosła zapłaci 23 dolary, dzieci 17 a seniorzy po 65 roku życia 20. Goście hotelowi mają wstęp darmowy. Wpisujemy go na naszą „bucket list”, czyli  miejsc do zobaczenia. Następnym razem.

Godziny otwarcia tarasu widokowego: od poniedziałku do czwartku 9:30 – 10, od piątku do niedzieli 9.30 – 11.

Uciekamy przed gawiedzią fotografów i kupujemy bilety na rejs po rzece. Za 40 minutowy rejs płacimy 25 dolarów. Jeszcze raz podziwiamy wcześniej odwiedzone miejsca, tym razem z perspektywy łodzi.

Zapraszam na rejs z nami:

Łódź dopływa do Clarke Quay i tu zawraca. Zatrzymuje się w kilku miejscach gdzie można wysiąść, pozwiedzać i z powrotem wskoczyć na pokład. Fajna opcja jeśli nie chce się komuś chodzić w upale.

Po relaksującym rejsie zgłodnieliśmy co nieco. Udajemy się więc do jednej z restauracji na nabrzeżu, znajdującej się dokładnie naprzeciwko trzech wieży hotelu i zamawiamy po piwie oraz przysmaki lokalnej kuchni. Zaczyna się ściemniać, a hotel Marina Bay Sands przezentuje się szczególnie wyjątkowo.

Po godzinie 8 jesteśmy świadkami zjawiskowego 15 minutowego pokazu światła.

Pokaz “Spectra – light and water show” można oglądać codziennie: od niedzieli do czwartku o 8 i 9 wieczorem, a w piątek I sobotę o 8, 9 i 10 wieczorem.

Wystarczy nam atrakcji na jeden dzień.

Dzień 3

Drugi dzień w Singapurze wita nas piękną pogodą, więc po szybkim śniadaniu wyruszamy na spotkanie z kolejnymi atrakcjami stolicy.

Most spiralny

W 2010 roku most Helix Bridge w Singapurze uznano za najlepszą konstrukcję transportową na świecie. Stalowa kładka dla pieszych rozpościerająca się ponad rzeką ma formę podwójnej helisy, podobnej do tej tworzącej DNA. Natura jest najlepszym inżynierem, bo tego typu forma jest bardziej wydajna oraz trwalsza od zwykłych mostów. 

Spiralna konstrukcja tworzy formę tuby – zadaszenia wypełnionego w dużej mierze przez szkło, dające cień i chroniące przed deszczem, co jest szczególnie przydatne w tropikalnym klimacie Singapuru.

Wieczorami Helix Bridge mieni się tysiącami kolorów z zainstalowanej LED-owej iluminacji. Z czterech punktów widokowych – w formie zewnętrznych platform można z jednej strony podziwiać panoramę Marina Bay pełną drapaczy chmur, a z drugiej wielkie koło coś na wzór “London Eye” – Singapore Flyer. To atrakcja niestety nie najtańsza, bo kosztuje 33 dolary. Sami nie skorzystaliśmy, ale widziałam zdjęcia w internecie. Widoki niesamowite szczególnie po zachodzie słońca.

Most – Helix Bridge:

Futurystyczna kładka prowadzi nas do następnej atrakcji Singapuru – Gardens by the Bay.

Gardens by the Bay – to obowiązkowy punkt nie tylko dla wielbicieli przyrody. To miejsce gdzie możemy pospacerować, odpocząć, podziwiać egzotyczne rośliny oraz kwiaty z różnych zakątków ziemii.

Charakterystyczne sztuczne drzewa „Supertrees”, wybrane w 2012 jako najlepszy budynek w świata, są kolejną ikoną Singapuru. Rodem z filmu science fiction drzewa mają również ekologiczne zadanie. Dostarczają deszczówkę do całego parku a umieszczona na nich panele słoneczne dostarczają energię wykorzystywaną między innymi do wieczornych pokazów świetlnych

Wstęp do ogrodu jest bezpłatny, płatne jest wejście na wiszący most OCBC Skyway, który rozciąga się pomiędzy kosmicznymi „super drzewami”(8 SGD)  oraz do dwóch szklarnii: Flower Dome i Cloud Forest (14SGD).

Niebywałą atrakcją jest 15 minutowy pokaz świetlny po zmroku. Oczywiście bezpłatny.

Jako, że ogród zajmuje spory obszar postanawiamy skorzystać z kursującego tam transportu. Za 8 SGD zostajemy obwiezieni po prawie całym parku.

Więcej na temat godzin otwarcia, cen oraz promocji można znaleźć na stronie internetowej ogrodów.

Nasza wycieczka po Gardens by the Bay:

Musimy niestety przerwać nasz spacer po ogrodach, gdyż na horyzoncie pojawiają się złowrogie, czarne chmury. Nie będziemy ryzykować, bo wiemy, że zwrotnikowe deszcze mogą być wyjątkowo nagłe oraz ulewne.

Z Gardens by the Bay przechodzimy mostem dla pieszych nad autostradą i schodzimy w dół do stacji metra Bay Front. Udało się nam uciec przed pierwszymi kroplami deszczu.

Najpierw jednak wstępujemy do ekskluzywnego centrum handlowego Sands Expo Shopping Centre ze sklepami światowych projektantów. Nawet Ferrari ma tutaj swoje stoisko. Co ciekawe, przez dolne piętro przepływa sztuczna rzeka. Możemy wypożyczyć łódkę i pożeglować … weneckimi gondolami pomiędzy sklepami. To dopiero jest rozmach!

Zamawiamy kawę i siadamy przy jednym ze stolików przy sztucznej rzece. Podziwiamy hektolitry wody jakie w przeciągu kilkunastu minut spływają ze sprytnie zaprojektowanego, szklanego sufitu.

Zobaczcie na filmiku z Sands Expo Shopping Centre:

Dzień kończymy w chińskiej dzielnicy – Chinatown. Jak wszędzie, chińska dzielnica to zagłębie sklepików, restauracji i wspaniałych świątyń, które imponują swoimi bogatymi zdobieniami w dominujących kolorach żółci i czerwieni.

W porównaniu do innych azjatyckich Chinatown brakuje jej nieco zgiełku, azjatyckiego chaosu czy szaleństwa. Brakowało nam typowego porównywania cen i targowania się oraz nawoływania do zakupu. Singapurska chińska dzielnica wydawała się nam bardziej oschła i zimna.

Niemniej jednak polecamy zwiedzenie tej okolicy, choćby po to by zobaczyć inne Chinatown – uporządkowane uliczki, czyste restauracje oraz zaadbane budynki.

Na straganach oczywiście nie brakuje kiczu i tandety, ale to ma swój urok. Ja uwielbiam wahlarze i kupuję kilka sztuk.

Oczywiście nie zapominamy o świetnych restauracjach. Chinatown Food Street to doskonałe miejsce na niedrogi posiłek. Lokalizacja uliczki na mapie. Tu znajdujemy dziesiątki mniejszych lub większych knajpek z fenomenalnym jedzeniem. Plastikowe stoły i krzesełka, plastikowe ceraty, a wszystko odbywa się na ulicy. Jednak jakość, smak i klimat jest niepowtarzalny. Wieczorami ludzie z całego miasta oraz turyści zjeżdżają tutaj na pyszny i niedrogi posiłek.

China Town:

Świątynia Sri Mariamman

W dzielnicy Chinatown na skrzyżowaniu Pagoda Street z South Bridge Road, znajduje się najstarsza hinduska świątynia poświęcona bogini matce – Mariamman. Charakterystyczna, kolorowa i bogato ozdobiona dekoracjami w postaciach bogów, demonów i mitologicznych bestii brama wejściowa utkwiła mi w pamięci po jednym z epizodów „Amazing Race”. To tutaj uczestnicy mieli do wykonania jakieś zadanie.

Wchodzę na chwilę do środka. Świątynia wewnątrz jest również bardzo kolorowa, a specyficzna hinduska muzyka wdziera się do najbardziej oddalonych zakątków mojego ciała. 

Świątynię znajdziesz na mapie.

Buddha Tooth Relic Temple and Museum – Świątynia i muzeum Zęba Buddy

Zaczyna się ściemniać a chcemy jeszcze zobaczyć następną świątynię, tym razem buddyjską, w której znajdują się relikwie Buddy. Buddha Tooth Relic Temple miała niestety drzwi zamknięte. Za późno. Obchodzimy ją tylko dookoła i podziwiamy setki czerwonych lampionów oraz jej piękną architekturę.

Lokalizacja świątyni na mapie. 

Dzień 3

Trzeci dzień spędzamy na krótkich zakupach i jeszcze przed południem kierujemy się na lotnisko. 

Lotnisko w Singapurze

Lotnisko „Changi” to jedno z największych portów lotniczych, skąd można stąd polecieć do 121 miejsc na ziemii. Wielu zachwyca się jego nowoczesnością, wygodą i luksusem. Nas zauroczyło pięknymi egzotycznymi ogrodami, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz.

Lotnisko Changi:

W Singapurze jest wiele miejsc, których nie udało się nam odwiedzić, bo niestety w dwa-trzy dni, nie da się zobaczyć wszystkiego. Nic straconego, wrócimy tu kiedyś na pewno. 

 

Reklamy