Wodospady Erawan w Kanchanaburi


Niemalże każdy park narodowy w Tajlandii, a jest ich ponad 100, posiada kilka wodospadów. Według wielu turystów to właśnie wodospady Erawan w prowincji Kanchanaburi są najpiękniejsze. Postanowiliśmy to sprawdzić.

Do wodospadów wybieramy się w ostatni dzień  naszej dwu i pół-dniowej wizyty w Kanchanaburi. Po pełnym wrażeń, emocji i niestety smutnym dniu poprzednim (zobacz na  Kolej Śmierci w Kanchanaburizasługujemy na relaks na łonie natury. Wyruszamy w drogę po wczesnym śniadaniu.

Wodospad Erawan znajduje się w parku narodowym o tej samej nazwie. Zobacz na mapie.

Park Narodowy Erawan zajmuje powierzchnię 550 km kwadratowych. Został założony w 1975 r. Żyje tu ponad 80 gatunków ptaków, płazów oraz ssaków, w tym małp oraz tygrysów. Na szczęście nie mieliśmy okazji spotkać żadnego drapieżnika na swojej drodze!!!

W weekendy i święta Park Erawan jest masowo odwiedzany przez Tajów i zamienia się w teren wypoczynkowo – piknikowy.

Wodospad Erawan składa się z 7 poziomów i koniecznie trzeba zobaczyć wszystkie. Aby dotrzeć do ostatniego na samym szczycie musimy pokonać ok. 2 kilometrową trasę w górę strumienia o nazwie Om Tala.

Z każdą kolejną kaskadą jest coraz piękniej a jednocześnie trasa staje się trudniejsza,  i z tego powodu do trzeciego poziomu docierają wszyscy Tajowie. Dalej to w większości turyści.

Przy każdym poziomie wodospadu znajduje się niewielkie jeziorko, w którym można zażyć chłodnej kąpieli lub pomoczyć nogi. W niektórych miejscach można nawet pozjeżdżać na naturalnych kamiennych zjeżdżalniach lub zaliczyć bicze wodne. Warto przede wszystkim po prostu przysiąść na wygrzanym w słońcu kamieniu i przy szumie wodospadu oraz delikatnym powiewie wiatru podziwiać pływające w wodzie rybki, a przede wszystkim piękno wodospadów.

Poczynając od parkingu, gdzie znajdziemy kilka sklepów, kawiarnię,  restauracje czy typowo tajskie jadłodajnie, wyruszamy na spotkanie z pierwszym poziomem wodospadu.

Trasa do pierwszych dwóch etapów jest bardzo łagodna i łatwa. Asfaltowa, wręcz płaska droga przystosowana jest dla każdego. Nawet dla wózków dziecięcych czy golfowych, które to za niewielką opłatą dowożą do pierwszej siklawy.

Poziom pierwszy – Hlaikeunlung

Znajduje się on w odległości 500 m od parkingu. To dobre miejsce na piknik i tu dostrzegamy grupki tajskich dzieci i młodzieży pluskających się w niewielkim basenie, do którego po niezbyt wysokich skałach spływa niewielki strumień wody. Niestety marzec to prawie środek pory suchej w Tajlandii i niektóre wodospady po prostu wysychają. Zastanawiam się czy warto iść dalej, bo możemy się zawieść z tego powodu. Ale nie poddajemy się tak łatwo.

Poziom drugi – Wang Macha

W niewielkiej odległości od poprzedniego, czyli około 100 metrów (600 m od parkingu) natrafiamy na następny poziom. Ładny, głęboki basen a woda spływa z większej wysokości po szerokich głazach. Pod strumieniem wody dostrzec można niewielką jaskinię, gdzie dzieciaki skrywają się przed biczami wodnymi. Tutaj również spotykamy rzesze Tajów chlapiących się wodzie i piknikujących na brzegu.

Poziom trzeci – Pha Namtok

Do trzeciego etapu nadal prowadzi nas betonowa ścieżka, jeszcze dosyć łatwa i nie wymagająca wysiłku, choć pojawiają się schodki. Aby do niego dotrzeć należy pokonać następne 100 m.

Poziom trzeci to dosyć dyży wodospad, pod którym można zażyć darmowych biczy wodnych. U jego podnóża znajduje się stosunkowo głęboki basen; miejscami dochodzi do ponad 2 metrów głębokości.

Opuszczamy trzeci poziom i tu zaczyna się prawdziwa wspinaczka. Dla niektórych jest to już większe wyzwanie i zdecydowanie przydają się dobre buty, aczkolwiek niektórzy i w japonkach dają radę.

Im wyżej się wspinamy tym ciekawiej. Ścieżka staje się coraz bardziej dzika i kręta. Drzewa ze zwisającymi konarami, korzenie, kamienie i głazy nie ułatwiają wspinaczki, ale jakaś dziwna magia tego miejsca popycha nas naprzód, sprawia że chcemy wspiąć się wyżej i odkryć to co jest za następnym zakrętem czy pagórkiem. Spacer co i raz przerywają mostki oraz strumienie, kilkakrotne musimy się wspiąć i zejść po stromych schodach. No ale warto, bo widoki są naprawdę piękne. 

Poziom czwarty – Oke Nau Peesau

Po pokonaniu następnych 300 metrów docieramy do czwartego poziomu (znajduje się on w odległości  1050 m od parkingu). Już od pierwszego spojrzenia basen ujął mnie swoim lazurowym kolorem wody, w której spokojnie pływały mniejsze i większe ryby oraz kilku Tajów i turystów.

Woda wodospadu spływa tutaj z niewielkich, łagodnych głazów, które stanowią naturalne zjeżdżalnie. Basen jest również dość głęboki, co sprawia, że wpadając do wody nie zrobimy sobie krzywdy. Niektórzy zatrzymują się tu na dłużej.

Powyżej czwartego poziomu możemy przebywać tylko do godz. 15 oraz nie wolno wnosić własnego jedzenia i picia. Z tego też powodu powyżej tego poziomu nie ma tylu tubylców, którzy uwielbiają piknikować na łonie natury.

Ja jednak zabrałam ze sobą butelkę wody, schowaną w plecaku. W upalne dni (dzisiaj w granicach 40 stopni) może nam uratować życie.

W kilku miejscach dostrzegamy ubrania zawieszone na drzewach. Podobno są to ubrania zostawione dla ducha mieszkającego w rzece i mają chronić przed powodziami. Więcej o tych legendach poczytajcie na blogu Ewy.

Poziom piąty – Buea Mai Long

Robi się naprawdę gorąco i wspinaczka do piątego etapu daje się niejednemu we znaki. Od parkingu pokonaliśmy już 1550 m, ale dla takich widoków warto było.

Poziom piąty to przepiękne baseny i kaskady wodospadów rozciągające się na przestrzeni kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów. Jest to wspaniałe miejsce, aby usiąść i zanurzyć nogi w lazurowej wodzie i po prostu rozkoszować się widokiem.

Podziwianie uroków natury uzależnia. Gdy znajdujesz ją jeszcze nie tak mocno skażoną przez człowieka to zaznajesz równocześnie spokoju i ukojenia … świat jest piękny… ale co to łaskocze mnie w stopy? To te wszechobecne rybki dobierają się do moich stóp zanurzonych w wodzie. Wystraszyłam się w pierwszej chwili i szybko wyskoczyłam z wody. W wielu miejscach w Tajlandii można skorzystać z tzw „rybnego spa”, ale nigdy nie miałam odwagi czy też ochoty na takie zabiegi. Ponownie zanurzam stopy i tym razem staram się wytrzymać dłużej. Całkiem przyjemne. Polecam. Za darmo można skorzystać z usług rybek „Garra Rufa”, które wykonują „fish pedicure” delikatnie skubiąc obumarły naskórek stóp.

Czego sobie można jeszcze życzyć? Zamyślona, rozkoszuję się przyjemnym zabiegiem, kiedy docierają do mnie słowa w ojczystym języku. Zamieniam kilka zdań z sympatycznymi turystami z Polski, których zawsze miło spotkać tak daleko od ojczyzny. Ania z grupką znajomych wyruszają do następnych poziomów, więc i ja podążam w tamtą stronę.

Trasa pomiędzy 5 a 6 poziomem nie należy do najłatwiejszych. Zwężający się lub zanikający szlak, wspinaczka wymagająca drabin, brodzenie w wodzie (przydają się plastikowe buty lub buty do nurkowania), powodują, że od czasu do czasu czuję się zdezorientowana. Podążam jednak za grupką rodaków, razem raźniej.

Poziom szósty – Dong Prucksa

Znajduje się on w odległości 1750 m od parkingu. Ze względu na niejednoznaczny szlak lub jego całkowity brak można z łatwością przeoczyć ten poziom wodospadu. Nie dostrzegłam tutaj żadnej tabliczki informacyjnej. Zauważam natomiast grupkę turystów w niewielkim basenie u podnóża wodospadu. Spokojnie spływającą po lagodnych głazach wodę siklawy można dostrzec pośród krzewów i paproci.

Poziom siódmy – Phu Pha Erawan

Ostatnie 300 metrów i jesteśmy u celu. W 40-stopniowym upale pokonaliśmy 2 kilometry od parkingu, ale było warto. Nazwa poziomu siódmego pochodzi od trzygłowego hinduskiego Boga. Każda z głów bóstwa przypomina głowę słonia, a trzy strumienie siódmego wodospadu Erawan przypominają trąby słonia. Ja dostrzegam tylko dwa strumienie, ale to zapewnie wynik suchej pory i trzeci strumień po prostu wysechł.

Pomimo tego widok jest niesamowity. Bielutkie wapienne skały, mieniące się w słońcu krople wody oraz błękit basenu u podnóża obu siklaw sprawiają, że wskakuję do zimnej, kojącej kąpieli. Bosko. Nie chcę wracać.

Zobaczcie naszą relację:

Erawan to naprawdę imponująca seria niezwykłych wodospadów. Każdy z nich jest odmienny a jednocześnie na swój sposób urokliwy. Każdy ma co innego do zaoferowania.

Czy warto? Oczywiście. Zasłużenie posiada opinię jednego z piękniejszych wodospadów w Tajlandii. My również dołączamy do grona wielbicieli Wodospadu Erawan.

Przydatne wskazówki oraz informacje:

  • wstęp do Parku Narodowego kosztuje obcokrajowców 300 THB za osobę dorosłą i 200 THB za dziecko – ale warto (w cenie biletu można również zwiedzić jaskinie),
  • wodospady są czynne od 8 rano do 16:30,
  • do wodospadu najlepiej wybrać się w miarę wcześnie rano, po godzinie 15 nie ma wstępu na wyższe poziomy,
  • od poziomu 4 nie wolno wnosić własnego jedzenia i picia i dlatego przy poziomie 3 mogą pojawić się strażnicy, którzy dbają o porządek i każą zapłacić depozyt za każdą butelkę plastikową, którą wnosimy do parku. Później depozyt oddają, jeśli pokażemy im butelkę.
  • zabierz jednak ze sobą przynajmniej butelkę wody pitnej, przyda się przy upałach,
  • zaleca się wygodne obuwie, najlepiej spotrowe, choć podążanie w klapkach czy boso też jest możliwe, chociaż nie polecam, miejscami skały mogą być bardzo śliskie i raczej ostre,
  • w wodzie przydają się buty do nurkowania gdyż dno może być kamieniste,
  • jeśli czujesz potrzebę skakania do basenu czy zjeżdżania ze skał, upewnij się czy nie ma skał pod wodą i zmierz też jej głębokość,
  • jeśli planujemy kąpiel, warto pamiętać, aby od razu po wejściu do wody zacząć pływać, w przeciwnym razie już po kilku sekundach do ataku ruszą ryby, które uwielbiają podgryzać naszą skórę,
  • nie karm małp, mogą być agresywne,
  • możesz nakarmić rybki – skorzystaj za darmo z ich usług, normalnie w salonie 250-300—THB,
  • przeznacz na wycieczkę 3-4 godziny minimum, a najlepiej przeznaczyć na to cały dzień.

 

Reklamy