Senna i romantyczna Ko Lanta


Spokojny szum morskich fal, kąpiele wodne oraz słoneczne, kolacje przy zachodzie słońca oraz spacery po pustych plażach. Gdzie takie klimaty można spotkać? Oczywiście na wyspie Ko Lanta.

Zamarzyło się nam słodkie lenistwo na tajskiej plaży, a że nie jesteśmy fanami imprezowych miejsc i omijamy z daleka zaludnione miejsca turystyczne, to na nasz zasłużony wypoczynek po całym roku pracy w szkole wybraliśmy właśnie wyspę Ko Lanta. I zdecydowanie nie żałujemy.

Po dwóch dniach jazdy samochodem z Chiang Mai, z postojem w przepięknym parku – Khao Sok (zobacz na: Park Narodowy Khao Sok i Jezioro Cheow Larn Lake), docieramy do celu naszej podróży.

Koh Lanta składa się tak naprawdę z dwóch wysp Koh Lanta Noi oraz Koh Lanta Yai.

Zdjęcie: google 

Aby dostać się z lądu na wyspę po pierwsze musimy przeprawić się promem.  Przed wjazdem na pokład promu w portcie Hua Hin Pier, kupujemy bilety w czymś przypominającym stację benzynową, znajdującą się jakieś 300 metrów od portu. Łatwo to miejsce przeoczyć pomimo wielkiej tablicy z napisem „ferry tickets here”. Płacimy 100 Baht za osobę, a za auto 20 Baht. Podróż promem trwa około 15 minut i jest całkiem przyjemna. Wchodzimy na platformę ponad parkingiem dla samochodów i podziwiamy widoki. Jest około godziny 5 po południu i słońce chyli się ku zachodowi, cudownie odbijając się w spokojnej tafli wody. Przyglądamy się celowi naszej podróży i porównujemy Ko Lantę z wyspą z Ko Chang na wschodnim wybrzeżu zatoki Tajlandzkiej, którą odwiedziliśmy dwa lata wcześniej. Widać jakieś wzgórza, jednak nie takie okazałe jak na Ko Chang. O naszej wizycie na Ko Chang możesz poczytać między innymi na „Docieramy do celu podróży – wyspy Ko Chang” oraz innych wpisach o tej pięknej wyspie.

Prom na Ko Lantę oraz nowy most Siri Lanta Bridge:

Po zjeździe z promu znajdujemy się na mniejszej części wyspy – Ko Lanta Noi; przejeżdżamy około 8 kilometrów i docieramy do nowego mostu – Siri Lanta Bridge. Nazwa zapewne ma związek z imieniem królowej Tajlandii Sirikit. Jeszcze rok temu w tym miejscu ponownie trzeba było przeprawiać się promem z Ko Lanta Noi na Ko Lanta Yai. Teraz w parę minut pokonujemy most, mijając po drodze zaparkowane auta i Tajów robiących sobie zdjęcia na moście. Nie wiem dlaczego wybierają środek mostu na zrobienie sobie selfie, ale chyba wszyscy Azjaci mają bzika na tym punkcie. Most jest zapewne dla nich nowością i w pewnym sensie atrakcją. Dla nas most to most, środek, który umożliwia przeprawę na drugą stronę rzeki czy innego akwenu wodnego. Wjeżdżamy na większą część wyspy – Ko Lanta Yai, która jest popularnym miejscem wypoczynku wybieranym przez spokojniejszych turystów oraz rodziny z dziećmi.

Wyspa, której długość wynosi ok. 30 km oferuje głównie po jej zachodniej stronie wiele urokliwych plaż, które nawet w szczycie sezonu nie są zatłoczone. Jeśli ktoś lubi ciszę i całkowity spokój to powinien swoje kroki skierować dalej, na jej południowe wybrzeże, gdzie z pewnością można znaleźć swój własny, prawie prywatny skrawek piasku otoczony skałami.

Dodam, że Koh Lanta jest wyspą muzułmańską, więc jeśli nie chcemy aby co ranek budził nas głośny śpiew i modły dochodzące z jednego z wielu meczetów, to dalekie południe będzie doskonałym wyborem.

My docieramy do ośrodka o nazwie Dream Team Beach Resort, w którym spędzamy kilka dniu naszego urlopu. Za nocleg płacimy 1200 Baht za domek z widokiem na basen oraz morze. Domki przy plaży są odpowiednio droższe ok 1600 THB, a domki z widokiem na ogród poniżej 1000 Baht za dobę. Wyposażenie standard: jeden pokój i łazienka. Ważne, że czysto i wszystkie urządzenia działają. Wyjątek stanowi prysznic, którego za nic nie mogliśmy ustawić. Była albo zimna albo gorąca woda.

Zobaczcie nasze fotki z ośrodka:

Na miejscu znajduje się restauracja, gdzie można kupić posiłki, przekąski oraz drinki, a wieczorem można podziwiać przepiękne zachody słońca.

Ośrodek Dream Team Beach Resort leży przy plaży Khlong Hin Beach, gdzie o wschodzie słońca, kiedy upał nie daje się jeszcze tak we znaki, można biegać lub w samotności spacerować, zbierać muszelki, przyglądać się życiu małych piaskowych stworzonek czy też po prostu podziwiać widoki wody, piasku, kamieni, skał oraz porośniętego tajską dżunglą wybrzeża. Czego nam więcej potrzeba aby się zrelaksować? 

Zaciszny ośrodek, odludna plaża, okolica jeszcze bardziej spokojna i senna. Pomimo tego codziennie odkrywamy nowy, pięknie położony bar, restaurację czy romantyczną plażę, gdzie można po prostu spędzić kilka godzin na obcowaniu z widokami, przepysznym jedzeniem czy po prostu ze sobą.

Reklamy