Kyoto, dzień drugi, Japonia – 2016


Po wyśmienitym śniadaniu oraz jeszcze lepszej kawie w hotelowej restauracji spotykamy się z naszym przewodnikiem.

Jest to starszy, około siedemdziesiątki, niewielkiej postury Japończyk. Wita nas tradycyjnym japońskim ukłonem oraz całkiem dobrym angielskim. Szybko ustalamy plan dnia i ruszamy w stronę najbliższej stacji metra „Kyotoshiyakusho-Mae”. Metrem dojeżdżamy do dworca głównego, gdzie przesiadamy się w lokalną kolejkę, którą i docieramy do stacji Inarii. W odległości dosłownie kilkudziesięciu metrów od niej znajduje się Fushimi Inari Shrine, nasz pierwszy punt wycieczki.

Jej położenie znajdziesz na mapie.

Świątynia Fushimi Inari Taisha

Fushimi Inari Taisha to znane nie tylko w Japonii sanktuarium shintoistyczne, a właściwie kompleks świątynny położony u podnóża góry o nazwie Inari. Inari jest shintoistycznym bogiem, patronem płodności, ryżu, rolnictwa, lisów, przemysłu i powodzenia w interesach. Wysłannikami Inari są zenko, „dobre lisy”, których wiele ich posągów  znajdziemy w samej świątyni oraz jej okolicy.

Świątynia szczególnie znana jest z tysięcy drewnianych bram torii w kolorze chińskiej czerwieni, które ustawione w odpowiedni sposób tworzą sieć tuneli, prowadzących do głównych budynków i ołtarzy. Napisy na każdej z bram poświęcone są darczyńcy, który ją ufundował.

Ten przyjemny, górski szlak wokół góry Inari ma długość około 4 kilometrów. Wszystko w malowniczej scenerii zielonego, częściowo bambusowego lasu. Pomimo chęci przebycia całej drogi, zrezygnowaliśmy w połowie, ze względu na tłumy turystów oraz młodzieży szkolnej.

Jak widać na filmie i zdjęciach jest to jedno z bardziej popularnych miejsc w Kioto. I tutaj spotykam grupkę sympatycznych Polaków. Zawsze miło choć przez chwilkę porozmawiać w ojczystym języku.

Jeśli kiedykolwiek zaglądną na mojego bloga to pozdrawiam 🙂

Świątynia z pewnością inna niż wszystkie. Zdecydowanie warto zarezerwować sobie kilka godzin na zwiedzanie, żeby w pełni poczuć jej niesamowity klimat.

Wstęp jest bezpłatny 🙂

Stacja kolejowa „Arashiyama” 

Po przybyciu do zachodniej dzielnicy Kioto, nasz przewodnik poleca zobaczyć stację kolejową. W pierwszej chwili nie wiemy dlaczego tak mu zależy na jej zwiedzaniu, co takiego szczególnego tam można zobaczyć. Jednak kiedy dochodzimy do jej budynku uświadamiam sobie, że około 6 miesięcy temu na japońskim kanale NHK oglądaliśmy program o pewnym zdolnym projektancie Yasumichi Morita, który zaprojektował wystrój stacji Arashiyama w zachodzniej części Kioto. Wtedy to myślałam sobie jakby to było super na własne oczy zobaczyć jego dzieła. I to właśnie dzisiaj mieliśmy to szczęście osobiście podziwiać jego prace.

Yasumichi Morita to znany nie tylko w Japonii projektant wnętrz komercyjnych. Jednym z nich jest sklep Isetan w dzielnicy Shinjuku w Tokio.

Morita ukończył projekt stacji Arashiyama w 2013 roku. Wygląda ona jak las ponad 600 słupów akrylowych, wewnątrz których umieszczone zostały tradycyjnie farbowane tkaniny na japońskie kimona.  Jak dobrze pamietam z programu to żadnen ze wzorów nie powtarza się.

Ten „las kimonowy” szczególnie spektakularnie prezentuje się kiedy wieczorem słupy zostają podświetlone od wewnątrz za pomocą diod LED.

Poza pięknymi tkaninami na kimona, na peronie dworcowym można ukoić zmęczone stopy w kąpieli źródlanej, której wody wypływają z pobliskich gorących źródeł Arashiyama.

W głębi stacji znajduje się  „Smoczy Staw” – „Dragon Pond”, a zamoczenie rąk w jego wodzie powoduje, że twój umysł będzie pełen spokoju i doprowadzi cię do szczęścia. Nie zaszkodzi sporóbować.

Kilka metrów od stawu, który właściwie jest małą fontanną, znajdują się drzewa wiśniowe przeszczepione z Fukushimy. Mają one przypominać o tragicznym trzęsieniu ziemi, które miało miejsce 11 marca 2011 roku.

Po stronie zachodniej dworca znajdziemy szeroki wybór sklepików oraz restauracji, a także gaj z ponad trzema tysiącami drzew bambusowych, który oczywiście znajduje się w planie dzisiejszego dnia.

Lokalizacja stacji Arashiyama na mapie.

Las Bambusowy 

Położenie „Bamboo Forest” na mapie.

Las bambusowy wszyscy znają ze zdjęć, jest on jednym z najczęściej fotografowanych miejsc w okolicach Kioto, a być może nawet w całej Japonii. Las ten powstał w 1870 roku bez żadnej ludzkiej pomocy i jest jednym z najbardziej niesamowitych naturalnych miejsc w Japonii.

Wyjątkowa atrakcja turystyczna, która stała się prawie symbolem kraju. Na nas nie zrobiła zbytniego wrażenia, choć jeśli pomyśleć, że bambus to trawa, to las z trawy może zachwycić. Spacer wąską alejką, po obu stronach której ciągnie się las strzelistych bambusów, wydawać by się mogło jest tylko przyjemnością. Zadzieram głowę i wsłuchuję się w szum drzew. Wyobrażam sobie te piękne zdjęcia bambusowego tunelu, które przed podróżą tutaj podziwiałam na google. Otwieram oczy i mam to w realu. Bajkowo obłędne. Opuszczam głowę. Rozczarowanie. Ani kolory, ani rozmiary, ani tym bardziej gęstość lasu mają niewiele wspólnego ze zdjęciami z internetu. Próbuję  kliknąć słynne ujęcie alejki i bambusowego lasu. Nie marzę nawet o zrobieniu zdjęcia solo. Tłumy ludzi przeciskających się w obu kierunkach alejki. Zdecydowanie za dużo turystów. Dobrze chociaż, że wstęp darmowy.

Żegnamy las bambusowy i podążamy za naszym przewodnikiem, który żwawo pomyka w górę zbocza. Ja daje radę, ale Gary się zasapał. Na szczycie orientujemy się, że przewodnik chciał nam pokazać widok na rzekę Hozu z góry. Podziwiamy widoki, łódki sunące w dole oraz Japonki robiące sobie „selfie” na ich tle.

Ruszamy zboczem w dół, ku rzece. Przyjemny spacer pośród zielenii parku. Malowniczego wybrzeża rzeki Hozu nie można przegapić. Tutaj można wybrać się w rejs w górę strumienia, jednak jest on dość kosztowny, cena od osoby wynosi 4100 Jenów. Wynajęcie łódki z wiosłami kosztuje 1500 Jenów za godzinę. Więcej na stronie „Japan Guide”    

Po kilku-minutowym spacerku wzdłuż rzeki docieramy do słynnego starego mostu Togetsukyo, (w dosłownym tłumaczeniu „Most Księżycowy”. Najbardziej charakterystyczny punkt orientacyjny Arashiyamy, w całości z drewna wybudowany został ponad 1000 lat temu, w Okresie Heian (794-1185 ), a ostatnio przebudowany w 1930 roku. Most szczególnie ładnie wygląda wiosną w połączeniu z zalesionym zboczem góry w tle, kiedy kwitną drzewa wiśniowe oraz jesienią, gdy liście drzew zmieniają kolor na czerwony, żółty czy pomarańczowy.

Po drugiej stronie rzeki na wzgórzu znajduje się niewielki park z małpkami (Monkey Park Iwatayama), które wolno biegają i proszą się o smakołyki. Godziny otwarcia: 9:00 – 17:00 (do 16:00 od listopada do Marca). Wstęp: 550 Jenów. Z góry można także podziwiać widoki na okolicę.

Rzeka Hozu w Arashiyama jest jedną z wielu w Japonii, gdzie można uczestniczyć w tradycyjnych połowach ryb „Ukai”, przy użyciu kormoranów. Turyści mogą obserwować akcję z płatnych rejsów łodzią (1800 jenów za godzinny rejs) lub z brzegu. Rejsy odchodzą z molo w pobliżu mostu Togetsukyo.

W samej Arashiyama do zwiedzania jest znacznie więcej. Oprócz bambusowego lasu oraz zabytkowego mostu znajduje się tu kilka ważnych świątyń, m.in. Tenryu-ji, Otagi Nenbutsuji, Jojakkoji czy Nisonin, a przy ulicy Saga-Toriimoto można wciąż podziwiać tradycyjną architekturę typowej japońskiej ulicy.

Z Arashiyama wracamy do Kyoto. Docieramy do stacji Horikawa Oshikoji gdzie odwiedzamy dawną siedzibę szoguna, zamek Nijo-jo.

Zamek Nijo-jo

Zamek ten wybudowano w 1603 r. na polecenie pierwszego szoguna z rodu Tokugawa, Ieyasu, jest niemal w całości zbudowany jest z pięknie rzeźbionego drewna cyprysowego.

Pałac Ninomaru, który służył jako rezydencja szoguna podczas jego wizyt w Kioto, składa się z wielu oddzielnych budynków, połączonych ze sobą korytarzami ze „słowiczej podłogi”. Była ona swoistym zabezpieczeniem przed intruzami, gdyż skrzypiąc przy każdym kroku ostrzegała szoguna przed niebezpieczeństwem.

Zamek jest otoczony przez piękny ogród, zaprojektowany przez znanego ogrodnika Kobori Enshū.

Nijo-jo można zwiedzać samodzielnie, ale niestety w środku nie wolno robić zdjęć.

 

Ostatnim punktem dzisiejszego dnia była tradycyjna ceremonia parzenia herbaty. Jeśli jesteś w Japonii to jest jeden z punktów, którego nie można ominąć. Bardzo ciekawy pokaz oraz interesujący wykład.

En Tea Ceremony

My mieliśmy przyjemność uczestniczyć w takiej ceremonii w En Tea Ceremony.

Po wyczerpującym dniu mamy tylko ochotE na pysznego placka „okonomiyaki” oraz drinka. Tak też czynimy.

            Okonomiyaki          20160516_183520

Po dzisiejszym dniu postanawiamy nie wynajmować nigdy więcej przewodnika, który tylko przeszkadzał nam w zwiedzaniu i narzucał tempo, a swoim gadaniem umęczył nas najbardziej. Lepiej mieć elektronicznego przewodnika, w najgorszym wypadku zawsze go można wyłączyć.

Reklamy