Podróż do Japonii – Tokio, dzień 1


2016.05.06 – piątek Tokio wita nas deszczem.

Jest około 3 po południu. Docieramy do Tokio. Lot z Hong Kongu trwał niewiele ponad 3 godziny. Linie Hong Kong Express nie serwują darmowego jedzenia więc przespaliśmy prawie cała podróż.

Na lotnisku udajemy się do punktu „SoftBank Global Rental”, gdzie można wypożyczyć mobilny internet. Wypełniam formularz, płacę kartą kredytową i od tego momentu mamy łączność z całym światem. Przed wylotem z Japonii musimy go zwrócić.

Z lotniska odbiera nas bus hotelowy. Prawie jak limuzyna. Czarny, lśniący, w środku i na zewnątrz wypolerowany. Kierowca kłania się i pakuje nasze bagaże do bagażnika. Wszystko to robi w białych rękawiczkach. 

Nasza podróż z lotniska Narita do centrum miasta Tokio:

Po prawie dwóch godzinach komfortowej  jazdy docieramy do hotelu. 

Pierwszym hotelem w Japonii, w którym się zatrzymujemy jest Richmond Hotel Asakusa. Więcej na jego temat znajdziesz tutaj. 

Ze względu na deszcz oraz zmęczenie podróżą nie mamy ochoty aby się dokładnie mu przyjrzeć z zewnątrz.

Ten sam kierowca, w tych samych białych rękawiczkach wypakowuje nasze walizki. Obsługa hotelu wita nas serdecznie w języku angielskim. Szybkie informacje na temat hotelu, meldunek i jedziemy windą do naszego pokoju.

Pokój jest niewielki, jak większość hoteli w Japonii. W sumie około 20 m kwadratowych, jednak czysty i z klasą. Zawsze zwracam uwagę na łazienkę. Jeśli widać gdzieś pleśń to od razu zmieniam zdanie na temat hotelu. Tu nie zauważyłam.  

Zauważyłam natomiast toaletę z przyciskami z lewej strony. Kiedy siadam zdziwiona stwierdzam, że deska jest podgrzewana. Oczywiście bawię się przyciskami. Naciskam jeden – podmywa tylną część mojego siedzenia, a drugi – bardziej z przodu. Jak się okazało później w trakcie naszej podróży po „kraju kwitnącej wiśni” większość toalet posiada takie udogodnienia. Innym ‚bajerem” było podgrzewane lusterko, które nie pokrywa się parą wodną w trakcie kąpieli czy brania prysznica. Pewnie niektórzy się ze mnie śmieją, ale my przecież mieszkamy w kraju III świata 😛

Zobaczcie na zdjęciach:

 

Na wyposażeniu pokoju znajdujemy telewizor (nie używaliśmy) czajnik, kawę, herbatę, mleko w proszku i cukier oraz wodę w butelkach. Jak się dowiedzieliśmy później w recepcji woda z kranu jest w Japonii całkowicie bezpieczna, więc używaliśmy jej do przyrządzania kawy czy herbaty bez obaw. Dodatkowo bielutkie ręczniki, szlafroki, kapcie, kosmetyki oraz suszarka należały do wyposażenia pokoju. W hotelu znajduje się pokój dla palaczy, ku radości Garego, oraz pralnia.

Hotelowa restauracja w japońsko-zachodnim stylu serwuje śniadania w formie bufetu. Nasz pobyt w tym hotelu jest zbyt krótki i niestety nie mamy okazji spróbować wszystkich jakże wyśmienicie wyglądających potraw oraz napitków. Pomimo tego zdecydowanie jesteśmy zadowoleni z pobytu w Hotelu Richmond i na pierwszą noc w Japonii to doskonały wybór. 

Po szybkim prysznicu oraz kawie od razu czujemy się rześko. Zbliża się 6 po południu. Jako, że umówieni jesteśmy na kolacje ze znajomą Japonką, pośpiesznie schodzimy do recepcji. Minako wita nas szerokim uśmiechem oraz japońskim powitaniem „konicziła”. Nie musimy daleko chodzić bo restauracja znajduje się w budynku obok.

Po kolacji ruszamy na spacer po najbliższej okolicy czyli uroczej dzielnicy Asakusa. Jej lokalizację sprawdź na mapie.

Dawniej była to dzielnica rozrywki oraz rozpusty, gdzie spotkać można było gangsterów, gejsze i kurtyzany, artystów, pisarzy i aktorów oraz żebraków. 

W czasie II Wojny Światowej dzielnica została doszczętnie zniszczona i odbudowana w latach 50-tych.

Dzisiaj to głównie dzielnica turystyczna, gdzie większość budynków to sklepy w większości z pamiątkami oraz restauracje, a jej dawna mniej sławetna świetność należy już do historii.

Asakusa to jeden z najbardziej fascynujących obszarów w Tokio,  można porównać do labiryntu małych, wąskich  uliczek. Panuje tu prawdziwy klimat dawnego Tokio i jest to idealne miejsce do spacerów, zakupów oraz spróbowania smaków japońskiej kuchni.

W ostatnich latach Asakusa stała się coraz bardziej popularna ze względu na swój klimat oraz atmosferę i przyciąga tych mieszkańców i turystów, którzy szukają smaków dawnego Tokio. Nas również zafascynowały tłumnie oblegane knajpki i na zakończenie wieczoru wstępujemy do jednej z nich. Zamawiamy oczywiście sake i jakieś przekąski. Po dwóch kieliszkach nogi nam miękną i całe szczęście, że do hotelu mamy ok 100 metrów.

Po pierwszych wrażeniach z Tokio zapadamy w głęboki sen.

Największą atrakcją dzielnicy Asakusa jest urokliwa, zarówno za dnia jak i w nocy, oraz bardzo popularna buddyjska Świątynia Sensoji, pochodząca z VII wieku. Jej zwiedzanie pozostawiamy  na dzień następny.

Reklamy