Wodospad Mork Fa


„To tak…..jakby stanąć między Niebem a Ziemią i poczuć tę Siłę każdą cząstką siebie……trwaj chwilo”

Wodospady to jedno z wielu cudów natury. Mok Fa jest jednym z dziesiątek, jeśli nie setek  w Tajlandii, które mnie ciągle urzekają. Niedzielny wypad poza miasto zaliczam właśnie prysznicem w jednym z nich. Wodospad Mork Fa znajduje się w odległości około 60 kilometrów na północ od Chiang Mai w kierunku Pai. 

Godzinka jazdy i jesteśmy na miejscu. Podjeżdżamy do parkingu, gdzie uiszczamy opłatę za auto – 30 Bahtów. Za wejście do Parku Narodowego musimy zapłacić 100 Bahtów za osobę. Obcokrajowcy płacą pięciokrotnie (!) więcej niż Tajowie. Zdzierstwo! Jeszcze do niedawna osoby posiadające tajskie prawo jazdy, jak my, nie płaciły ‚frycowego’ tyrysty. Jednak ktoś na górze zdecydował, że zarabiać na każdym ‚obcym’ można i należy.

W zależności od parku narodowego opłaty kształtują się od 100 do 300 Bahtów. Moi znajomi ostatnio byli w Parku Narodowym Doi Inthanon i zapłacili 300 Bahtów od osoby. Tajowie płacą tylko 20 Bahtów. Wkurza mnie to, bo aby wejść do lasu musimy „wywalić” pięć razy więcej niż tubylec.  Rozumiem dwa razy więcej. Przesada. Ponadto nie zawsze jest co podziwiać, bo w porze suchej większość wodospadów wysycha, lub woda spływa wąskim strumykiem, a roślinność wygląda marnie. Nie opłaca się. Musiałam ponarzekać, takie polskie naleciałości.

Na szczęście początek listopada to końcówka pory deszczowej. Z parkingu poruszamy się za drogowskazami. Mamy do pokonania 350 metrów na piechotę. Spacer wąską ścieżką wzdłuż strumyka oraz wśród bujnej jeszcze o tej porze roślinności tajskiej dżungli, jest całkiem przyjemny. 

Szybko docieramy na miejsce. Tajowie oczywiście wykorzystują każdą okazję do wspólnych posiłków i w kilku miejscach widać grupki siedzące na kocach i pochłaniające tajskie smakołyki. 

U stóp wodospadu grupka chłopców pluska się radośnie. Kilkoro turystów ustawia się do zdjęć, czy ‚selfie’ na tle siklawy.

Ja natomiast zrzucam z siebie ubranie (strój kąpielowy oczywiście był) i zanurzam się w dosyć chłodnej wodzie z górskiego strumyka. Co za ulga przy tutejszych południowych upałach.

Wody spadające z 60 metrowego klifu uderzają z ogromną siłą i tylko co odważniejsi poddają się tak mocnemu masażowi. Mnie woda prawie wgniatała w dno. Popływałam dookoła z przyjemnością.  

Połączenie gór, wody oraz grawitacji zachwycało mnie zawsze.

Ewa, przytoczę tu Twoje słowa, które doskonale oddają wrażenia, kiedy patrzysz w górę na ten niesamowity wytwór matki natury:

„To tak…..jakby stanąć między Niebem a Ziemią i poczuć tę Siłę każdą cząstką siebie……trwaj chwilo”

W okolicy znajduje się również jaskinia nietoperzy, jednak za tymi gadami nie przepadamy i odpuszczamy sobie tą atrakcję. Dla miłośników wędrówek górskich przygotowane są szlaki, a dla osób zainteresowanych podglądaniem ptaków wyznaczone są punkty obserwacyjne. Ja nie mam cierpliwości do wypatrywania ptaków.

Godzinka pluskania mi wystarczyła. Zgłodnieliśmy. Na lunch udajemy się do przyjemnej, a przede wszystkim niedrogiej restauracji Pankled Coffee Corner. Polecam. 

 

Jak dojechać do wodospadu Mork Fa?

Z Chiang Mai  poruszamy się na północ drogą szybkiego ruchu 1001, a następnie skręcamy w lewo na 1095, która prowadzi do słynnego miasteczka Pai. Po przejechaniu ok 20 km dojeżdżamy do skrzyżowania z drewnianą tablicą i napisem Mork Fa Waterfall. 

Dokładną trasę dojazdu znadziesz na mapie tutaj. Nazwa wodospadu może być myląca, gdyż na mapie google’a to „Mork Fa Waterfall” a na drogowskazach kierujących do niego widnieje „Mok Fa Waterfall” lub też „Mork Fah Waterfall”. Ale kto by się tam przejmował. To jest właśnie Tajlandia. 

Podobno wodospad można podziwiać o każdej porze roku i nie jest on na liście atrakcji turystycznych lokalnych biur podróży. Nie ma tu tłumów turystów jak na wyspach na południu Tajlandii, więc weekendowy piknik nad wodospadem Mork Fa był dla nas odskocznią od gwaru miejskiego oraz chwilą na relaks pośród prawie dziewiczej roślinności. 

Reklamy