Ko Chang czyli Wyspa Słonia – wschodnie wybrzeże pl/eng


Kolejny dzień czyli, Niedzielę Wielkanocną, na Wyspie Słonia spędzamy na jej wschodnim wybrzeżu.

Jak poprzednio dzień zaczynamy od pobudki przy wtórze pawia i innego ptactwa. Szybkie śniadanie i ruszamy w drogę.

Z naszego ośrodka czyli Chang Park Resort skręcamy tym razem w lewo. Aby dostać się na wschodnią stronę Ko Chang musimy najpierw dotrzeć do portu promowego na jej północy, a stąd dopiero poruszać się na południe. Niestety droga się nie łączy na południu wyspy, gdyż na przeszkodzie stają góry. Większość obszaru Wyspy Słonia stanowią niedostępne tereny górzyste oraz lasy.

Poruszamy się więc jedyną drogą, która wiedzie cały czas wzdłuż wybrzeża, a którą można dotrzeć na południe wyspy zarówno od strony zachodniej, jak i wschodniej. Asfaltowa jednopasmówka, częste zakręty oraz zjazdy i podjazdy.

Od stacji promu nie ma już takich atrakcji na drodze, jest w miarę płasko i spokojnie. Co jakiś czas zauważamy widoki na zatoczki oraz morze. Mijamy kilka plaż, lecz większość z nich to plaże kamieniste, a co za tym idzie mniej ośrodków oraz turystów.

Ta strona wyspy jest zdecydowanie spokojniejsza oraz co nas zdziwiło, bardziej zauważalna jest pora sucha.

Na mapie wyspy (którą dostaniesz wszędzie za darmo, począwszy od promu, poprzez hotele, a skończywszy na lokalnych sklepach) zauważamy znaki z wodospadami.  Postanawiamy wstąpić do pierwszego z nich – Wodospadu Khlong Nonsee.

[000249]

Z drogi widać tablicę ze strzałką nakazującą skręt w prawo do wodospadu.

[000250]

Kilkadziesiąt metrów dalej w gąszczu jakiegoś żywopłotu dostrzegamy coś w rodzaju transparentu – do wodospadu skręt w lewo. Tam się kierujemy. Dojeżdżamy do niewielkiego parkingu, przy którym umieszczona jest tablica informacyjna z pięknymi zdjęciami wodospadu.

DSC_0413

Do wodospadu 200 metrów.

Dalej idziemy pieszo. Droga prowadzi nas przez prywatną posiadłość oraz ogród. Otaczają nas drzewa duriana, znanego ze specyficznego (czytaj śmierdzącego) zapachu.

DSC_0407

Owoc oraz drzewo duriana

DSC_0408

Podążamy dalej ścieżką w poszukiwaniu siklawy. Kiedy dochodzimy do niewielkiego mostu spoglądam w dół, lecz zamiast rzeki czy górskiego potoku widzę pomiędzy kamieniami jego marne pozostałości czyli kałuże.

 DSC_0414

Tu droga się rozwidla, więc za mostkiem skręcamy w lewo w kierunku lasu. Po około 50 metrach dochodzimy do miejsca, które w porze deszczowej może przypomina wodospad. W czasie pory suchej zobaczysz tylko cienki strumyk wody spływający po głazach, albo i wcale.

DSC_0416

Wodospad „Khlang Nonsee”

Mogliśmy się domyśleć i wywnioskować już z samej nazwy siklawy, że raczej wodospadu to my nie zobaczymy. Po angielsku jego nazwa brzmi „nonsee” czyli „nie widzieć”. Wszystko teraz jest jasne.

Wracamy do auta, a tam następna niespodzianka. Mieszkający w domku przy parkingu Taj żąda od nas zapłaty za parking – 40 Baht. Płacimy, ale coś nam tu nie gra. Po przejechaniu ok 200 metrów główną drogą zauważamy następny drogowskaz do wodospadu „Nonsee”.  Uświadomiliśmy sobie wtedy, że ten przedsiębiorczy gość ma taki mały prywatny interes na boku. Umieścił tablicę informacyjną o wodospadzie przy drodze trochę wcześniej od właściwej i pobiera opłaty za każdy zaparkowany na jego posesji pojazd. Naciągnął nas cwaniaczek.

Jako, że kamieniste plaże nie zachęcają nas do zatrzymania się na jednej z nich, a następne tablice informujące o kolejnych wodospadach ignorujemy, podążamy główną drogą dalej na południe. Na mapie zauważam coś w rodzaju zatoczki, więc skręcamy w lewo. 

   Screenshot_2015-04-05-11-45-11

Zatoczka na mapie – „oko słonia”

Wjeżdżamy w teren zabudowany, mijamy szkołę. Dojeżdżamy do miejsca gdzie droga się urywa. Znajdujemy się nad piękną zatoczką,  przy której powstała wioska rybacka. Proste, drewniane zabudowania na wodzie, pokryte blacha falistą dachy to typowe tajskie domy. Często się zastanawiam jak się tym ludziom tutaj żyje? Z dala od wszelkich cywilizacyjnych wygód i dobrodziejstw, bez dostępu do rozrywek oraz większości tego co my na co dzień uważamy za konieczność, jak elektryczność, ciepła czy bieżąca woda, media i wiele innych przyziemnych przedmiotów, bez których my nie wyobrażamy sobie życia. Oni tego nie mają, żyją tu bardzo skromnie i czują się z tym szczęśliwi.

Klikam kilka zdjęć:

Nad zatoczką i wioska rybacka

Planujemy dzisiaj dojechać jak najdalej na południe na „trąbie słonia”. Jedziemy więc jedyną droga, którą możemy się poruszać w tym kierunku. Mijamy kilka niewielkich i prawie pustych ośrodków wypoczynkowych.

Droga wiedzie oczywiście wzdłuż wybrzeża. Nadal jest to droga asfaltowa, choć gdzieniegdzie asfalt jest wykruszony, czy wymyty przez wody pory deszczowej. Wielokrotnie musimy zwalniać, gdyż droga zanika, albo  musimy ustąpić nadjeżdżającym z naprzeciwka motorom.

Dojeżdżamy do miejsca widokowego, z którego podziwiamy panoramę zatoczki, okoliczne wysepki oraz wybrzeże „trąby słonia”.

Screenshot_2015-04-05-12-33-21

Punkt widokowy na mapie komórki

   Podziwiamy widoki

Na miejscu postoju znajduje się niewielki sklepik, gdzie można zakupić schłodzone napoje czy tajskie przekąski. Przy jedynym stoliku siedzi grupka młodzieży i popija chłodne piwo „Chang”.

Opuszczamy ostatni, jak się później zorientowaliśmy, punkt, do którego dociera cywilizacja i podążamy czymś co przypomina lub przypominało kiedyś drogę. Widać, że niewielu turystów zapuszcza się dalej niż wspomniany punkt widokowy. Minęliśmy jeszcze dwóch motocyklistów, ale ich miny mówiły same za siebie. Nie dość, że upał tajskiego słoneczka im doskwierał, to jeszcze niewygody podróży po wyboistej, kamienistej czy glinianej drodze na pewno dawał się we znaki ich „siedzeniom”.

Kiedy dojechaliśmy do miejsca gdzie betonowa droga, którą się poruszamy, została podmyta, chciałam zawrócić.

[000323]

Miałam przed oczami najgorsze scenariusze. Nie  warto ryzykować życia. Gareth natomiast był w swoim żywiole. Przejechaliśmy.

Dalsza droga już nie była ani asfaltowa, ani betonowa, tylko lita skała, piach lub kamienie. Nie da się tego opisać.

Zobaczcie film i zdjęcia:

Całe szczęście, że nasz pojazd ma napęd na 4 koła i Gareth jechał z prędkością 5-10km/h. Inaczej się nie dało. Nieźle nas wytrzęsło. Teraz rozumiem miny mijanych motocyklistów.

Nie wiem nawet ile przejechaliśmy, ale trwało to ponad godzinę. Kiedy dotarliśmy do dziwnego znaku z krzyżem w środku, domyśliliśmy się, że nie możemy już dalej jechać.

Skręcamy więc w prawo i dojeżdżamy do malutkiej, ale jakże urokliwej rajskiej plaży. Bielutki piasek, błękitna, przeźroczysta woda, a słońce pali niemiłosiernie.  Jeśli ktoś marzy o rajskiej bezludnej plaży to właśnie tą polecam.  

Dałam nura pod wodę i obserwuję przepływające malutkie rybki, aż tu nagle długa na ponad metr barrakuda przemknęła mi przed samym nosem. Z początku się wystraszyłam. Ona chyba jeszcze bardziej, bo zanim się zanurzyłam ponownie już jej nie było. Nie był to wprawdzie rekin czy wieloryb, ale było to super spotkanie na odludnej plaży.

 

Gareth chyba mi pozazdrościł tego doświadczenia lub odezwały się w nim pierwotne instynkty łowieckie, więc złapał jakiś długi kij, przypominający harpun i zaczął brodzić przy kamieniach z boku plaży. Czyżby chciał coś upolować na obiad?

Zniechęcony niepowodzeniem wymyślił, że skoro odludna plaża to czego nie miałby popływać bez szortów. Dał nura do wody prawie w „stroju Adama”. Ja się tylko mu przyglądałam z brzegu i żartowałam, że na pewno ktoś się zaraz tu pojawi. Nie minęły dwie minuty kiedy zza skał z impetem wypłynęła motorówka z kilkoma Chińczykami na pokładzie i zatrzymała się przy naszej plaży. Jeden po drugim zeskakiwali do wody, a G widząc nadciągających „żółtków” nie zastanawiając się zaczął maszerować w kierunku plaży, ku radości nowo przybyłych turystów. No to mieli atrakcję. Szybko rzuciłam mu portki i cała sytuacja zakończyła się tylko chichotami i chińskimi komentarzami. Znając ich to kilkoro z nich zdążyło pstryknąć fotki białym pośladkom G. Może ktoś widział takowe na Facebooku?

Screenshot_2015-04-06-20-49-22

Miejsce pamięci czyli Ko Chang Memorial na mapie

Do tej odludnej plaży nikt raczej nie przyjeżdża, nie ma tu żadnych zabudowań, więc większość turystów przypływa wyłącznie łodziami. Poza tym jedyną atrakcją tego miejsca były jakieś tablice w skale i coś w rodzaju pomnika upamiętniającego bitwę o Ko Chang w roku 1941.

Wykonuję napis z życzeniami świątecznymi na piasku, tym razem z uzbieranych muszelek. Poszło na Facebooka. 

Mamy dosyć pływania więc ruszamy w drogę powrotną.

Pokonujemy ponownie wyboiste koleiny, mijamy dziury oraz podmytą drogę. Dojeżdżamy do głównej trasy i docieramy do Świątyni Wat Watcha Kham. Przy świątyni znajduje się mapa, na której widać las namorzynowy, który jest naszym następnym celem. Kiedy się tam kierujemy nie znajdujemy żadnych kierunkowskazów czy znaków. Trochę błądzimy. Całe szczęście, na mojej komórce w większym zbliżeniu dostrzegam Mangrove Walk. Wąską drogą docieramy na miejsce. Parkingu nie ma żadnego.

Po całym lesie spaceruje się po drewnianym pomoście, który liczy sobie około 520 metrów i kończy się większym podestem widokowym nad zatoką Salakphet.

Nigdy nie mieliśmy jeszcze okazji zwiedzać takiej atrakcji, więc robię kilkadziesiąt zdjęć. 

Zobacz galerię:

W czasie przypływu korzenie drzew znajdują się w wodzie. Bez niej trochę to wyglądało smutno. 

Słoneczko zaczyna chylić się ku zachodowi. Wystarczy nam atrakcji na ten dzień i postanawiamy wrócić na zachodnie wybrzeże wyspy. 

Na słynnej plaży Białe Piaski zasiadamy do kolacji przy spektakularnym zachodzie słońca. Pyszne szaszłyki i piwo sprawiają, że czujemy się bardzo zmęczeni, a jednocześnie zrelaksowani. Mogłabym tak siedzieć na plaży godzinami i podziwiać widoki.

[000354]

Dlaczego to słońce tak szybko zachodzi?

Podoba ci się mój wpis? Podziel się ze znajomymi na Facebooku, Twitterze, przez email czy na innych mediach społecznościowych.

Dziękuję.

_____________________________________________________

Day 4 – 5 April Sunday

We had a huge breakfast again.

We went to the East side of the Ko Chang Island.

Driving along the coast was spectacular, lots of sea views and windy roads. This side of the island is quieter and dryer. Lot more rocky coast with very few sandy beaches.

We decided to see one of many local waterfalls on the island called Nonsi Waterfall. We followed the signage from the road and turned right, it looked like somebodys garden and a carpark. The sign showed the waterfall to be 200 meters from there and the poster showed beautiful waterfall.

The path takes us through somebody’s else garden and in into a durian plantation. Followed the path up to a road and there is no more signage. The road splits to some other houses and a portion goes into the forest. On the bridge over the river we see it is completely dry.

When we finally got to the waterfall it was thin trickle of water dripping down side of the mountain.

We now understand why it is called Nosee waterfall 😉

We come back to our car and to our surprise the owner of the house is demanding money for the parking. We paid 40 Baht and carried to the South of the island.

200 meters further on past the police station we noticed the real sign to the Nosee Waterfall. So far it is the only time we have been ripped off on our trip.

 We decided to ignore the sign to the other waterfalls as they are all probably dry tis time of the year.

 From the main road we turn left and then left again. We landed at the fisherman village. Everything looked very poor and life here must be a struggle for sure. Housing was very simple and basic hut on the water. However the bay was very beautiful and we took some pictures.

 Then we proceeded to the west side of the trunk of the elephant. The population became sparser and sparser and with the few settlements here and there. All the way the road was still tar. Then we turned left onto narrow and concrete road with the bushes growing in and over the road. It became obvious that the road was no longer in everyday use. The road became steeper and windier and at one point the road was completely washed away and just a strip of dirt on the side to try and pass the washed section of the road.  We came to a lovely view point at a ranger station where one can get something to drink and eat and we found some other people who came here on their scooters. We took some pics of the view, coast, bay and islands and a holiday resort. We then continued to our destination when the concrete road ended and the road became a terrible, rocky dirt truck which looked almost impossible. Luckily we h

We were in our heavy duty 4 wheel drive so we proceeded over som of the worst roads that we have ever been on. After crawling for hours in 4wheel drive we eventually reached this incredible desolate beach of white sands and clear blue water. If anyone dreams about paradise beach this one will definitely be the dream one. We stayed here for two hours or so and swam in the clear blue water, lied on the white sand under the palm trees. I was lucky and had a company of huge barracuda while snorkelling. What an experience. Unfortunately I didn’t swim with my camera so I cannot show the photo of it.

 There was a Ko Chang Memorial in the trees on our beach and some boat with Chinese came to see it so my naked husband rushed to get his pants on.  It seems that a boat is the main access to this beach.

We left the beach and returned on the terrible dirt track road to the main road where we then went to a Mangrove swamp walk. We found it after the a lot of searching near by the Wat Watcha Kham.  There was no signage and it is not shown on the map.   It was a surprising experience of this around 500 meters walkway built above the mangrove swamp leading out to the bay.

 Unusual array of fauna and flora that lives in the swamp environment.

There was no proper parking facilities and clearly not being maintained which is a shame as it clearly cost a small fortune to have put up. It is worth going there if you have never seen the mangrove swamp forest.

 It was getting late so we decided to go back to our resort. We stopped at the White Sands Beach which is the main touristic destination beach on the Ko Chang Island. Most of the holidays or weekends this beach is alive and busy.

There were many restaurants serving dinner on the beach and we had delicious barbecued  skewers on the beach at the water edge with the spectacular sunset.

 Do you like this post? Share it with your friends on Facebook, Twitter or by email or other social media.

Thank you.

Reklamy