Docieramy do celu podróży – wyspy Ko Chang


Opuszczamy Pattaję rano po śniadaniu.

DSC_0140

Na pożegnanie z Pattają przejeżdżamy wzdłuż wybrzeża oraz przystani jachtowej – papa.

Droga na południe jest nadal dwupasmowa, oddzielona pasem zieleni. W miarę dobrze i spokojnie się jedzie do południa. Ruch mniejszy oraz mniej niespodzianek na drogach. Zatrzymujemy się na kawę w przydrożnej restauracji. Nie mamy co liczyć na latte czy inną kawę z automatu. Zadowalamy się kawą z ekspresu z mlekiem. Smak i aromat doskonały, jak większość lokalnych kaw.

DSC_0146

Przydrożna tajska restauracja – ciekawy wystrój

Orzeźwieni czarnym trunkiem ruszamy dalej. Kierujemy się na Trat, skąd dotrzeć musimy na prom. Oczywiście nie wiemy na jaki prom (bo jest ich kilka), skąd odpływa oraz którędy jechać. Mamy dwa nawigatory i internet, w którym szukam portów oraz ich lokalizację. Na mapie w komórce widzę tylko niebieską linię łączącą stały ląd z wyspą oraz napis Koh Chang Ferry i tam podążamy.

Screenshot_2015-04-14-14-50-34

Znając przybliżoną lokalizację naszego portu, w Trat zjeżdżamy w prawo na lokalną drogę 3148. Po drodze tankujemy i wybieramy gotówkę z bankomatu, nie wiemy co nas czeka na wyspie. Skręcamy w prawo na drogę 3156 jak nas kierują lokalni mieszkańcy. Po drodze mijamy chyba zjazd do promu, jednak brak oznakowania oraz żadnego ruchu zniechęca nas do skorzystania z ich usług. Poruszamy się drogą 3156 wzdłuż wybrzeża. Docieramy do rozjazdu z drogą nr 40 i skręcamy w lewo. Tu już zauważamy znaki kierujące nas do portu promowego Ao Thammachat.

[000027]

Nasz nawigator samochodowy niestety nie potrafił znaleźć portu.

Podjeżdżamy do budki, w której kupujemy bilety.

[000028]

Tutaj kupujemy bilety na prom

Za auto płacimy 120 Baht oraz za każdą osobę 80 Baht. Ustawiamy się w kolejce za samochodami na wjazd na prom. Obok miejsca postoju znajduje się bar, sklep oraz toaleta.

Promy odpływają co pół godziny, musimy więc poczekać na nasz prom około 20 minut. Rozglądamy się po okolicy oraz przyglądamy się naszej wyspie w oddali.

Zauważamy zbliżający się prom i wskakujemy do auta. Kiedy tylko ostatni pasażerowie kierujący się na stały ląd opuszczają prom, dostajemy znak aby ruszyć.  Obsługa sprawnie kieruje ruchem i po paru minutach parkujemy auto i wchodzimy po schodkach na pokład promu.  Na pierwszym poziomie jest mały sklepik, gdzie można zakupić zimne czy gorące napoje a także coś do przegryzienia. Zaglądam na wyższe piętro, gdzie w kokpicie siedzi kapitan promu, a na krzesłach pasażerowie. Głównie Tajowie, paru obcokrajowców oraz kilkoro Chińczyków.

Przeprawa nie trwa długo bo dokładnie pół godziny, a po drodze mijamy prom podążający w przeciwną stronę.

Klikam kilka zdjęć pięknej, górzystej oraz tajemniczej wyspie i myślę sobie: „Ciekawe co nas tam czeka? „

Zobaczcie sami:

Pełni entuzjazmu i ciekawi wrażeń wskakujemy do auta i wjeżdżamy na wyspę.

Wyjeżdżając z promu mamy dwie opcje, skręcić w prawo lub w lewo. Skręcamy w prawo.

Przez pierwsze parę kilometrów droga jest bardzo kręta oraz kilkakrotnie stroma. Trzeba bardzo uważać na lokalnych kierowców, którzy szaleją na zakrętach i wymijają w miejscach, gdzie jest zdecydowanie niebezpiecznie na taki manewr.

Dalej droga już jest spoko, wiedzie pośród lokalnych wiosek oraz setek pensjonatów, hoteli i kempingów, a najważniejsze, że podążamy wzdłuż wybrzeża. Widoki zapierają dech w piersiach.

Raj na ziemi! Jesteśmy w raju!

Ale o tym przeczytacie już wkrótce..

 

Reklamy