Jedna noc w Pattaji – „One night in Pattaya”


Po krótkiej wizycie w dawnej stolicy Tajlandii, Ayutthaya, wyruszamy w dalszą drogę na południe kraju.

Z Ayutthayi do Bangkoku wiedzie bardzo dobra autostrada, często trzy oraz czteropasmowa. Ruch zdecydowanie narasta, więcej aut na trasie, a na skrzyżowaniach i rozjazdach korki.

Staramy się ominąć Bangkok jak najszybciej, jednak zajmuje nam to ponad godzinę. Dodatkowo jedziemy płatną autostradą i w sumie płacimy 120 Baht (ok 12 zł) za przejazd.

Mijamy stolicę i kierujemy się na południowo-wschodnie wybrzeże Zatoki Tajlandzkiej.

Mamy dylemat – Gdzie się zatrzymać na nocleg? W Chon Buri czy w Pattaya? Wszyscy chyba znają sławę Pattaji jako sex – turystycznego celu dla wielu obcokrajowców oraz miejsca gdzie większość zamożnych Rosjan spędza wakacje. Ta narodowość szczególnie sobie upodobała Pattaję i nagminnie wykupuje tajskie posiadłości czy biznesy.

Chyba nasza ciekawość przeważyła szalę naszej decyzji i kierujemy się do Pattayi. Na temat Pattaji poczytaj tutaj.

Dojeżdżamy do miasta i z daleka już widać ogromną ilość pensjonatów, bloków mieszkalnych, sklepów itp. Jednym słowem Pattaya to duże miasto.

 Nawigator kieruje nas do głównej plaży. Wdłuż plaży wiedzie nas jednokierunkowa droga, z prawej strony widzę palmy, parasole, leżaki i bielutki piasek na plaży. Woda odbija tysiące migoczących promieni chylącego się ku zachodowi słońca. Mam ochotę wyskoczyć z auta i zanurkować w błękitnej kąpieli.

 

Chcemy znaleźć nocleg zanim się ściemni, bo po całodziennej podróży mamy nadzieję przespać noc. Opuszczamy drogę przy plaży i poruszamy się na południe, do mniej zaludnionych rejonów Pattayi.

Mapa z lokalizacją naszego noclegu w Pattayi – kliknij tutaj. Im dalej od głównej plaży tym taniej i mniej turystów.

Wąskimi uliczkami docieramy do miejsca noclegu jaki znalazłam na booking.com. Polecam tą stronę, gdyż łatwo znaleźć odpowiedni nocleg na każdą kieszeń, dla wymagających oraz ze specjalnymi filtrami wyszukiwania. Sprawdźcie.

Staramy się odczytać napisy na szyldach. Wiele z nich jest w kilku językach, tajskim, angielskim, ale dominującym jest cyrulika czyli rosyjski. Czujemy się jakbyśmy byli w Rosji lub w Bułgarii.

DSC_0125

Zatrzymujemy się przed wejściem czegoś w rodzaju hotelu, kawiarni czy typowego tajskiego sklepu. Pytam jedną z obsługujących kelnerek czy mają wolne pokoje. Z uśmiechem odpowiada, że oczywiście mają. Za jedyne 700 Baht za nocleg zachęca nas do zakwaterowania się u nich. Zwracam jej uwagę, iż potrzebujemy zaparkować auto, a one macha ręką abym za nią podążała. Zaprowadziła mnie za róg budynku i pokazuje kilka miejsc parkingowych przed sklepem 7/11. Tylko w Tajlandii. Na stronie internetowej, gdzie znalazłam ten nocleg zaznaczony jest parking strzeżony, a ona mi proponuje parking sklepowy. Haha!

Wracam do auta i po krótkiej rozmowie decydujemy się poszukać czegoś innego. Parkujemy przy sklepie i wybieramy się na pieszą wędrówkę. Mijamy wielkie hotele przy samej plaży, gdzie ceny zaczynają się od 3000 Baht (300 zł) wzwyż, kolejne dalej od plaży w granicach 1500 Baht, aż w końcu lądujemy w niewielkim pensjonacie, gdzie za 600 Baht wynajmujemy pokój z klimatyzacją, balkonem i łazienką. Nie ma luksusów, ale na jedna noc nam wystarczy, a najważniejsze, że jest czysto. Do tego parking mamy przed oknem, a w recepcji pan ma oko na nasze auto czyli „baby”, jak go nazywa Gareth.

Szybko zanosimy bagaże do pokoju, błyskawiczny prysznic i lądujemy na plaży, gdzie witamy się z tajskim morzem i obserwujemy pierwszy zachód słońca.

DSC_0107

Dlaczego to słońce tak szybko zachodzi? Mogłabym bez końca wpatrywać się w złotą kulę oraz żółto-pomarańczowe promienie odbijające się w wodzie. Uwielbiam takie widoki.

Opuszczamy plażę i wybieramy się na kolację do jednej z lokalnych restauracji. Siadamy przy stoliku i podchodzi do nas młodzieniec i wręcza nam menu. Witając, mówi do nas „hello teacher”. Zaskoczona podnoszę wzrok, gdyż kto tutaj mógłby wiedzieć, że jesteśmy nauczycielami. Wtedy przyglądam się kelnerowi i zauważam emblemat na jego koszulce. To nasz student z college’u w Chiang Mai. Niesamowite. Taki szmat drogi przejechaliśmy, aby na drugim końcu kraju spotkać naszego ucznia. Musiałam zrobić sobie z nim zdjęcie.

Lanna Poly student in Pattaya

Ja i mój student

Nasz student spędza swoje wakacje pracując w restauracji wujka. Świetna praktyka języka angielskiego dla niego, choć większość klientów mówi po rosyjsku i lokalni mieszkańcy zmuszeni są posługiwać się tym językiem w pierwszej kolejności. 

DSC_0127

Napis na ścianie restauracji – wiadomo kogo dotyczy 😉

Zjedliśmy smakowitą kolację, oczywiście tajskie dania, a rano wstąpiliśmy tu na śniadanie.

DSC_0130

Menu restauracji Sunan Top

Po kolacji wstępujemy na godzinny masaż stóp, po którym już tylko mamy ochotę wskoczyć do łóżka, a rozrywkową atrakcję Pattaji  zostawiamy sobie na następną wizytę.

Podoba ci sie wpis? Przekaz swoim znajomym, podziel sie na facebooku, twitterze czy innych mediach spolecznosciowych. Dziekuje.

Reklamy