Tajskie drogi


Dokładnie 1 kwietnia zaczęły się nasze wakacje w tajskiej szkole. A jak wakacje to wyruszamy w drogę. Naszym celem wakacyjnym jest wyspa na wschodnim wybrzeżu Tajlandii, Koh Chang czyli Wyspa Słonia.

2 kwietnia – 4 rano pobudka. Pakujemy się do auta i startujemy.

In the car

Kierujemy się na Bangkok, a po drodze mamy zamiar wstąpić do Ayutthayi, czyli dawnej stolicy Tajlandii. Zanim jednak tam dotrzemy muszę Wam opowiedzieć o tajskich drogach.

Droga z Chiang Mai w kierunku Bangkoku to cały czas dwupasmówka, coś w rodzaju autostrady.  Ja jednak nazwałabym ją drogą szybkiego ruchu. Stan jej jest w miarę dobry, w paru miejscach odczuwa się dyskomfort jazdy po miejscach gdzie załatano dziury oraz wyżłobieniach w nawierzchni po TIR-ach.

Jedzie się super, jednak trzeba bardzo uważać na Tajów, którzy traktują przepisy bardzo ulgowo.

Po pierwsze w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny, dla nas to nie problem, po jeździe na drogach angielskich. Mimo znaków namawiających do zjeżdżania na lewy pas – dla wolniej poruszających się pojazdów, wiele kierowców woli, nie wiem z jakiego powodu pas prawy. I mimo, że dajesz sygnały świetlne, dźwiękowe czy inne zmuszające delikwenta do opuszczenia pasa szybkiego ruchu, ten nie zważając na nic, ze stoickim spokojem kontynuuje swoją jazdę. Nie pozostaje więc nic innego jak zjechać na lewy pas i wyminąć uparciucha.

Ciekawym rozwiązaniem są miejsca do zawracania na tychże drogach szybkiego ruchu. Może w większych miastach spotkać można wiadukty do dokonania manewru U-turn, jednakże na trasie uczestnicy ruchu mogą zawracać korzystając z przecinek pomiędzy przeciwległymi stronami jezdni. Jest to na tyle niebezpieczne, z tego względu, ze kto dokonuje takiego manewru wjeżdża z reguły na najbliższy, prawy pas szybkiego ruchu, a prędkość nabiera dopiero po kilkudziesięciu metrach. Jadąc z większą prędkością po prawym pasie, musimy więc bardzo uważać, szczególnie jeśli jest to samochód ciężarowy, traktor czy powolny kierowca.

Z tego samego powodu często napotkamy sznurek samochodów, oczekujących na prawym pasie na wykonanie manewru zawracania.

Po doświadczeniach z angielskich czy europejskich autostrad, musiałam często wstrzymywać oddech, a niekiedy, niestety zakląć.

Innym zagrożeniem są kierowcy, którzy nie mają czasu lub ochoty na dojazd do miejsca zawracania i po prostu jada pod prąd do swojego celu. Często spotkaliśmy motocykle, rowery, a nawet samochody ciężarowe jadące wprost na nas. Masakra!

Największym chyba zagrożeniem na tajskich drogach są mini-busy. Często taki kierowca jedzie jak szalony, ścinając zakręty, nie wspominając o prędkości. Słyszałam z opowiadań, że jeśli zauważysz takiego pirata drogowego to lepiej mu zjechać z drogi, gdyż niejednokrotnie prowadzą pod wpływem popularnych tutaj narkotyków, tzw. „jaba”. Dość często słyszymy w mediach o wypadkach spowodowanych przez tych kierowców, szczególnie na górskich, krętych drogach. Nie polecam, a jeśli już musisz skorzystać z usług mini-busów to sprawdź czy kierowca nie wygląda podejrzanie.

Uważać również należy na psy, które często wylegują się na poboczu czy spacerkiem przechodzą na drugą stronę jezdni. To takie tajskie „święte krowy”.

Na tajskich drogach trzeba więc mieć oczy naokoło głowy i przewidywać niejednokrotnie co dany delikwent wykona, gdyż poza wymienionymi wyżej przypadkami, uczestnicy ruchu drogowego niestety rzadko sygnalizują o swoich zamiarach skrętu, zmiany pasa czy wykonani innego manewru.

To są właśnie tajskie drogi.

Innym utrudnieniem dla nas, oraz większości obcokrajowców, są znaki drogowe. Nazwy większych miast dostrzec można w obu językach, tajskim oraz angielskim, jednak pozostałe niestety tylko po tajsku. Wtedy uratować nas może tylko nawigator, a dodatkowo ze wspomaganiem komórki. W naszym przypadku niezawodny zestaw.

Dzięki obu urządzeniom docieramy na miejsce bez przygód.

 Zobaczcie krótki filmik z naszej kamery w samochodzie.

 

Podoba ci sie wpis? Przekaz swoim znajomym, podziel sie na facebooku, twitterze czy innych mediach spolecznosciowych. Dziekuje.


Reklamy