‚Truskawkobranie’


Dzisiaj zachciało się nam truskawek. Takich słodziutkich, soczystych, prosto z krzaczka.

W Tajlandii połowa lutego to najlepszy czas na ‚truskawkobranie’, jako że to ich pełnia sezonu. Często widzę stoiska na bazarze z woreczkami czy pudełeczkami wypełnionymi tymi smakowitymi owocami. Kiedyś nawet kupiłam jeden woreczek. Zapłaciłam ok 300 Baht, no ale to było poza sezonem. Poza astronomiczną ceną ich wygląd oraz smak nie zachęcał do ich degustacji. Podobno w Tajlandii zrywają truskawki z krzaka jak są białe lub lekko zaróżowione. Według mnie taki sposób ich zbierania powoduje, że wprawdzie dojrzeją i osiągną zadowalający kolor czerwony, lecz nie uzyskają tej wspaniałej słodyczy jak nasze polskie truskawki.

Postanawiamy sami zerwać te dojrzalsze z krzaka. Wybieramy się więc na jedną z wielu plantacji, znajdujących się w okolicach Mae Rim, na północ od Chiang Mai.

Drogą 107 poruszamy się na północ, a po 20 minutach skręcamy w lewo na 1096. Mijamy Królestwo Tygrysów, X Centre (miejsce gdzie można skakać na bungy, wynająć quady, oraz skorzystać z innych atrakcji dla potrzebujących zastrzyku adrenaliny), dalej Farmę Węży oraz Farmę Małp, wiele lokalnych sklepików i barów oraz Farmę Orchidei Suanbua oraz Maesa. Gdybyśmy kontynuowali naszą podróż to dotarlibyśmy do Obozu Tresury Słoni Maesa oraz Ogrodów Botanicznych Królowej Sirikit. Droga pełna atrakcji. Warto spędzić tutaj cały dzień, każdego coś zainteresuje.

Zauważamy farmę truskawek i zatrzymujemy się z nadzieją na pyszną ucztę.

DSC_0404

Od właściciela dostajemy wiadereczko na truskawki i ruszamy w pole, a właściwie poletko. Wskakuję pomiędzy krzaczki i co chwilkę co dojrzalsza truskaweczka ląduje w mojej buzi. Oj słodziutkie niektóre.

DSC_0406

Z całej plantacji udało nam się uzbierać połowę pojemnika, jednak na szczęście właściciel plantacji miał w sprzedaży kilka woreczków. Za jedyne 170 Baht nabywamy jeden i wyruszamy dalej. Może na innej plantacji będziemy mieli więcej szczęścia.

DSC_0411

W przydrożnym sklepiku można również zakupić lokalne wyroby, jak Miracle Vodka. Tłumacząc na polski to ‚cudowna wódka’ – ciekawe czy czyni cuda, no i jakie?

DSC_0413

‘Cudowna Wódka’ produkowana jest w Chiang Mai. Pudełko i naklejka na butelce ma wzór zebry. Dlaczego? Tego nie wie nikt. Wódka ma w sobie 30 procent alkoholu i ma lekko słodko-miętowy smak i aromat. Podobno po jej wypiciu ma się wrażenie jakbyś co dopiero wyszczotkował zęby. Muszę kiedyś spróbować. Oczywiście nie zamiast szczotkowania.

Ruszamy dalej. Po paru minutach mijamy skręt do Wodospadu Maesa. Nie wstępujemy jednak, gdyż na pewno nie ma w nim za dużo wody. Pora sucha w pełni.

Po niecałym kilometrze zauważamy następną plantację na zboczu niewielkiego wzniesienia.

DSC_0421

Na parkingu stoi kilka busów, znak że przybyli turyści.  Pełna obaw wchodzę pomiędzy krzaczki. Nie miałam złudzeń. Plantacja ogołocona została przez ‚potop chiński’. Na krzakach zostały tylko liście.

Podchodzę do straganów a  tam … ‚chińszczyzna’ wykupuje wszystko jak leci. Truskawki czerwone już dawno się skończyły, zostały tylko te niedojrzałe – białe. Nie mamy dzisiaj szczęścia. Jedynym zakupem w tym miejscu są piękne awokado.

Inny alkoholowy trunek w sprzedaży to truskawkowe brandy.

DSC_0415

Hmm, zależy co kto lubi.

Ja tam wolę truskawkowe lody 😀

DSC_0457

Dzisiaj, no cóż, muszę się zadowolić lodem z truskawkami.

A marzyła mi się taaaka truskawka:

DSC_0439

Aby spełniło się to moje marzenie, to chyba muszę wybrać się do Polski w sezonie truskawkowym. Nie mogę się już doczekać.

Reklamy