10 000 mnichów buddyjskich w Chiang Mai


W niedzielę 28 grudnia, jak co roku, ponad 10 tysięcy mnichów odwiedziło miasto Chiang Mai.

Uroczystość ofiarowania jedzenia mnichom buddyjskim organizowana jest co roku na jednej z ulic miasta dla uczczenia dnia wyświęcenia Buddy 2600 lat temu.

Tłumy wiernych zbierają się na miejscu ceremonii aby otrzymać błogosławieństwo duchownych oraz ofiarować dary na jakiś szczytny cel. Mnisi otrzymujący jałmużnę przekazują jej część dla najbardziej potrzebujących. W zeszłym roku dary przekazano ofiarom powodzi w Tajlandii.

W tym roku uroczystości odbywały się na ulicy Charoenmuang. Początek zapowiadano na godzinę 6 rano.

4a981-20141227_094952_resized

Ulotka zapraszająca na uroczystość

Wsiadamy więc na nasz skuter o 5:45 i wyruszamy. Jest jeszcze ciemno ale ruch na drogach dość duży, gdyż wiele dróg jest od rana zamkniętych i wielu kierowców musi wybierać inną drogę do celu.

Parkujemy skuter na jednej z bocznych ulic i na miejsce docieramy pieszo. Jest po 6 rano, lecz nie spotkaliśmy żadnego mnicha tylko mnóstwo ludzi siedzących na środku ulicy wyściełanej białą folią.

Wierni siedzący w rzędach wzdłuż chodników oraz na samym środku ulicy, tworzą jakby dwa korytarze, którymi mają maszerować zakonnicy.

Z głośników dochodziły nas dźwięki jakichś komunikatów po tajsku oraz informacji po angielsku zapraszających do wzięcia udziału w ceremonii. Ruszyliśmy chodnikiem wzdłuż rzędów siedzących na ziemi osób.

Po przejściu około kilometra zauważyłam coś w rodzaju sceny lub ołtarza, na którego szczycie górowała postać Buddy.

Podest przygotowano dla starszych rangą mnichów, którzy przewodzili modłom oraz ceremonii. Z tyłu za sceną ustawione zostały krzesła dla pozostałych mnichów oraz nowicjuszy. To tutaj się wszyscy mnisi zgromadzili.

Z boku sceny znajdowały się miejsca dla ważnych osobistości miasta oraz rejonu.

Uroczystość zaczęła się około 6:30 czyli ze zwyczajowym „tajskim poślizgiem”. Najpierw odmówiono cykl modlitw.

Wszyscy wierni składając ręce do modlitwy wtórowali i powtarzali za prowadzącym mnichem mantry w języku tajskim.

Pojawiły się pierwsze promienie słońca. Gdy około 7:45 zakończono modły i mnisi ruszyli pomiędzy rzędy wiernych.

Najpierw przeszli oni wzdłuż rzędów siedzących wiernych do końca ulicy, gdzie zawrócili i wzdłuż tych samych rzędów poruszali się w przeciwnym kierunku, zataczając koło.

Miało to na celu zapewnienie wszystkim wiernym dostępu do każdego zakonnika.

Wyglądało to jak wielki pochód pomarańczowych mężczyzn i chłopców, z głowami ogolonymi niejednokrotnie do łysa, trzymających w rękach misy na dary od wiernych. Niektórzy mieli pasy przyczepione do czegoś w rodzaju torby, w której umieszczona była misa na jałmużnę.

Kiedy przestrzeń pomiędzy siedzącymi wypełniła się zakonnikami przez głośniki oznajmiono, iż można zacząć rozdawać dary mnichom.

Siedzący lub klęczący wierni zaczęli wypełniać misy mnichów przyniesionymi darami. Jedzenie i  kwiaty to najczęstsze  dary.  Stojący pomiędzy rzędami uczniowie szkół miejskich w mundurach wojskowych opróżniali na bieżąco miski zakonników, przekładając dary do plastikowych worków.

49b06-20141228_083513

Nowicjusze, ciekawe ile mają lat?

Niektórzy ludzie oferowali również gotówkę i modlitwę na rzecz lokalnych świątyń. Banknoty umieszczano na drewnianych patyczkach, które następnie wciskano w pień „drzewka z pieniędzy”.

Takie drzewa można spotkać na całym terenie Tajlandii, w ten sposób ludność wspiera świątynie lub organizacje charytatywne. Dzisiaj także w paru miejscach umieszczone były takie punkty, gdzie przedstawiciele organizacji charytatywnych zbierali datki pieniężne. My również przyłączyliśmy się do akcji.

Zwyczaj dawania jałmużny jest praktykowany przez buddystów od tysięcy lat. Dla wiernych to akt czynienia dobrych uczynków, które budują ich karmę, a co za tym idzie lepsze życie w następnym wcieleniu.

Jednocześnie ma duchowe znaczenie i utwierdza w przekonaniu, iż dzielenie się z bardziej potrzebującymi przyniesie im pokój i szczęście.

Zobacz też galerię zdjęć:

Reklamy