Niech żyje Król !!!


Już od tygodnia w całej Tajlandii można zauważyć przygotowania do obchodów jednej z największych uroczystości w kraju, jaką są urodziny króla Bhumibola Adulyadeja.

 5 grudnia, dzień urodzin króla Tajlandii, jest świętem narodowym i jest też dniem wolnym od pracy. Z tej okazji w całym kraju odbywają się rozmaite festiwale, festyny, parady. Tajowie dumni ze swojego monarchy, pragną w tym dniu oddać mu hołd, wyrazić swoją wdzięczność i zamanifestować wierność.
20141204_200918

Panujący nieustannie od 1946 roku Bhumibol Adulyadej, znany jako Rama IX, jest dla wielu Tajów jedynym królem jakiego znają.

Dlaczego jest tak przez nich kochany? Często w odpowiedzi słyszymy „… bo nasz król się o nas troszczy”. To oczywiście duże uproszczenie, ale Rama IX poczynił kilka decydujących interwencji w życiu politycznym Tajlandii. Ograniczył rządy wojskowe i wprowadził demokrację, często występował w roli mediatora w waśniach między Tajami, zasilał finansowo z własnego skarbca najbiedniejsze rejony kraju. Jego priorytetem zawsze była troska o dobrobyt i rozwój Tajlandii.

Kult króla nie jest więc czczym gadaniem telewizyjnej propagandy – wielu jego obywateli kocha go naprawdę. Bhumibol Adulyadej, Rama IX, uosobienie boga Wisznu, król Tajlandii i najdłużej panujący monarcha na świecie.

Ale kim jest król Tajlandii Bhumibol Adulyadej? Wróćmy się w czasie.

Król Tajlandii Bhumibol Adulyadej urodził się 5 grudnia 1927 roku w Cambridge w Stanach Zjednoczonych Ameryki, a wychowywał się i studiował w Szwajcarii.

9 czerwca 1946 po śmierci brata, króla Ananda Mahidola odziedziczył tron, jednakże chcąc kontynuować studia wyznaczył wuja Rangsita na tymczasowego zastępcę.

W 1950 powrócił do kraju i obecnie jest drugą, po królu Suazi Sobhuzie II, najdłużej urzędującą głową państwa na świecie.

Początkowo odgrywał niewielką rolę wobec skromnych uprawnień konstytucyjnych oraz autorytarnego charakteru rządów wojskowych w Tajlandii, w tamtych czasach tajska armia odgrywała znaczącą rolę w państwie. Już w swoich pierwszych latach dziedzictwa tronu wykazał się oryginalnym podejściem do rządów kraju, kiedy to przejawiły się w pewnym sensie europejskie wpływy wychowania oraz edukacji.

Już jego poprzednik, pradziad Mongkut, czyli Rama IV (który przez 30 lat był mnichem), kiedy objął tron poprowadził kraj drogą ku nowoczesności. Czulalongkorn, tj. Rama V (1868-1910) położył kres przestarzałym rytuałom, ustanowił pierwszy w historii kraju system edukacji, zbudował sieć kolejową i otworzył pierwszy w Syjamie (dawna nazwa Tajlandii) szpital. Tajowie dawniej nie mieli nazwisk, tylko same imiona. W 1913 r. Rama VI zarządził, by wszyscy jego poddani przyjęli nazwiska. Wprowadził też przymus szkolnictwa podstawowego i założył pierwszy w kraju uniwersytet.

W 1973 i 1992 obecny król, Rama IX pomógł rozwiązywać konflikty i przeprowadzić transformację do w pełni demokratycznego ustroju, zdobywając sobie szacunek poddanych i autorytet w świecie.

W 1987 powszechne referendum nadało mu przydomek „Wielki”, a ciężko pracował na swoją popularność oraz zaszczytne miano. Podróże po całym kraju i tysiące spotkań z poddanymi przyniosły efekty. Przez lata, król stał się kimś na kształt ojca narodu.

Zasiadający od ponad 60 lat na tronie król jest dla swoich poddanych ogniwem utrzymującym państwo w jedności. Stał się postacią jednoczącą zwaśnionych Tajów, przynoszącą otuchę i spokój w burzliwych czasach. W minionym stuleciu Tajlandią wstrząsały liczne przewroty polityczne, zamachy stanu, potężne demonstracje. Gdy jednak sytuacja wymykała się spod kontroli na scenę wychodził król, nakazywał spokój i wszystko wracało do jako takiego porządku (ta sztuka nie udała się w czasie protestów w 2010 roku, zabrakło królewskiej interwencji, ulice Bangkoku spłynęły krwią). Gdy zaś król nie podróżował i nie łagodził napięć, swój czas poświęcał na rozmyślania. Z rozmyślań tych wynikły liczne koncepcje gospodarcze, programy wspierajcie rolnictwo i wyrównujące szanse dla najuboższych. Ostatnie wolne chwile w monarszym kalendarzu zapełniały jego dwie wielkie pasje – jazz i fotografia.

20141205_190644

 Bhumibol Adulyadej jest uznawany za człowieka o wielu zainteresowaniach, umiejętnościach i talentach. Wszechobecne w Tajlandii ogromne fotografie oprawione w bogato zdobione ramy, przedstawiają króla z aparatem fotograficznym w ręku, grającego w hokeja, żeglującego, komponującego muzykę, grającego na saksofonie altowym, dzierżącego kolejną nagrodę, czy odznaczenie.

Według magazynu „Forbes” jest jednym z najbogatszych monarchów. Jego majątek szacuje się na ponad 35 mld USD. Na liście 50 najbogatszych polityków świata sporządzonej przez tygodnik „Angora” zajmuje 2 miejsce z ww. majątkiem osobistym.
Jego jedynym synem i prawdopodobnie następcą tronu jest Maha Vajiralongkorn.

Ceremonialne imię króla Tajlandii to : „Jego Wspaniałość, Wielki Pan, Siła Ziemi, Nieporównywalna Moc, Syn Mahidola, Potomek Boga Wisznu, Wielki Król Syjamu, Jego Królewskość, Wspaniała Ochrona” (co w angielskiej wymowie brzmi – Phrabat Somdej Phra Paramindra Maha Bhumibol Adulyadej Mahitaladhibet Ramadhibodi Chakrinarubodindara Sayamindaradhiraj Boromanatbophit).

Król cieszy się ogromnym szacunkiem oraz poparciem swoich poddanych. Tajowie go uwielbiają i czczą na każdym kroku. Jego twarz i podobizny królewskiej rodziny zobaczysz wszędzie. Na ulicach, w sklepach, barach, hotelach, szkołach, świątyniach, szpitalach, bankach – po prostu wszędzie.

CurrencyMain

Spogląda swoim spojrzeniem z fotografii i obrazów, które zdobią ściany prywatnych mieszkań i budynków publicznych, z setek ołtarzy rozstawionych wzdłuż ulic miast Tajlandii, a także ze wszystkich tajskich banknotów oraz monet.
 Tajska telewizja kilka razy dziennie emituje królewskie hymny, a specjany program poświęcony jest życiu i codziennych poczynaniom rodziny królewskiej.

W szkołach obowiązkowo grany jest hymn przed rozpoczęciem i po zakończeniu zajęć, a na ulicach można usłyszeć jego dźwięki codziennie dokładnie o godzinie 8 rano oraz o 6 po południu. Jest to jeden z wielu sposobów, w jaki Tajowie manifestują swoją lojalność wobec monarchy.

 Jak co roku, 5 grudnia, król Tajlandii Bhumibol Adulyadej obchodzi swoje kolejne urodziny. W tym szczególnym dniu świętują wszyscy Tajowie. Prawie wszyscy…
 Całe miasta na czas święta zostają przyozdobione kolorowymi kwiatami, dominuje barwa żółta – monarcha przyszedł na świat w poniedziałek, a w Tajlandii każdy dzień tygodnia posiada odpowiadający mu kolor. Wieczorem zobaczyć można przepiękną grę świateł na niebie. Będą parady, pochody, tysiące gości, występy artystyczne, fajerwerki.

W dniu swoich urodzin, król (od kilku lat schorowany) pokaże się nawet swoim poddanym. Kto zaś nie załapie się na audiencję może załapie się chociaż na darmowe strzyżenie – z okazji królewskich urodzin tajscy fryzjerzy wylegają na ulicę i ścinają włosy poddanym (i turystom) – w tym uroczystym dniu wszyscy powinni wyglądać schludnie.

Urodziny króla są w Tajlandii jednocześnie oficjalnym Dniem Ojca. Rama IX jest bowiem uważany za Ojca wszystkich Tajów, nawet tych zdeprawowanych. Każdego roku tysiące więźniów, którzy odsiedzieli część wyroku i rokują nadzieję na poprawę, otrzymuje ułaskawienie. W tym roku zza krat zostanie wypuszczonych kilka tysięcy więźniów.

Jeszcze kilka lat temu król w trakcie swoich urodzin wychodził i witał się ze swoim społeczeństwem. Ze względu na pogorszony stan zdrowia nie opuszcza swojego samochodu, jedynie delikatny gest ręką musi zadowolić podwładnych.
Wszyscy Tajowie mają o królu jak najlepsze zdanie. Mówiąc o nim, nieco poważnieją, obniżają głos. Kiedy wspominają o złym stanie zdrowia swojego monarchy, w ich oczach widać lekki niepokój i zatroskanie.

Nie wszyscy jednak kochają króla, ale nie mogą tego wyrazić. Otwarta krytyka, jest zabroniona, a niszczenie królewskich wizerunków surowo karane. Nie warto głośno deklarować swojej dezaprobaty wobec monarchy i jego rodziny, bo grozi za to od 3 do 15 lat więzienia. Swoją drogą ciekawe, czy przeciwnicy króla odsiadujący wyrok za krytykę, mogą liczyć na ułaskawienie w dniu jego urodzin?

Niewielu obcokrajowców przyjeżdżających do Tajlandii rozumie, że tutejsza kultura mocno opiera się na szacunku i obawie przed „utratą twarzy”. Naśmiewanie się, czy krytykowanie kogokolwiek jest źle widziane i uznawane za brak dobrych manier, a więc możecie sobie wyobrazić co się dzieje, jeśli ktoś zacznie kpić z króla – Ojca Narodu.

Znanych jest wiele przypadków karania za znieważenie majestatu Jego Wysokości.

Pewien mężczyzna został skazany przez tajski sąd na 20-letni pobyt w więzieniu za wysyłanie rzekomo obraźliwych wiadomości tekstowych na temat monarchy. Biorąc pod uwagę, że skazany ma ponad 60 lat, wątpliwe jest, że kiedykolwiek wyjdzie na wolność. Mniej więcej w tym samym czasie ministerstwo informacji ostrzegało, że za kratki można trafić za kliknięcie „like” pod antykrólewskimi treściami na Facebooku.

W 2009 roku młoda kobieta demonstrująca w centrum Bangkoku udzieliła wywiadu, w którym krytykowała „klasę rządzącą”. Jej słowa zinterpretowano jako obraźliwe dla pary królewskiej. Wyrok – 18 lat więzienia.

Dwa lata wcześniej pewien Francuz, lecący tajskim samolotem, odmówił spełnienia prośby siedzącej obok księżniczki i nie wyłączył nocnej lampki przy swoim fotelu. Po przylocie do Bangkoku został aresztowany. Uratowały go tylko przeprosiny złożone na ręce króla.

Pewien informatyk został aresztowany za stworzenie strony, na której prezentowane były karykatury władcy.

A kiedy tajski następca tronu rozwodził się, jego małżonka nie mogła bronić się przed sądem, w obawie przed popełnieniem obrazy majestatu (przepis rozciąga się bowiem na cała rodzinę królewską). Rozwód orzeczono z jej winy.

W 2011 Amerykanin Joe Gordon został oskarżony o zniewagę króla – przetłumaczył nieautoryzowane fragmenty biografii króla Bhumibola Aduyadeja i umieścił w Internecie. Dostał 15 lat.

Hollywoodzki film „Anna i król” został całkowicie zakazany w Tajlandii. Dlaczego? Komisja cenzorska uznała że realizatorzy „Anny i Króla” obrazili rodzinę królewską poprzez prześmiewcze i nierzetelne przedstawienie ukochanego monarchy. Rok więzienia, wysoka grzywna lub i jedno i drugie groziło obywatelowi Tajlandii za sprzedawanie, posiadanie lub wyświetlanie kopii tegoż filmu.

W Tajlandii o królu nie wolno powiedzieć złego słowa. To nie tylko kwestia kulturowego tabu, to kwestia prawa. Może więc Tajowie po części kochają króla szczerze a po części dlatego, że nie mają wyjścia?

Jednak nikt Tajów nie zmusza do noszenia opasek z napisem „Long live the King”, a noszą je chętnie, podczas gdy ich ukochany ‘Ojciec Narodu’, Król Bhumibol Adulyadej, bez wątpienia u kresu swojego życia, jest nadal ogniwem spajającym kraj.

Nikt nie ma wątpliwości, że następca tronu, trzykrotnie żonaty książę Vajiralongkorn, nie posiada nawet części tej charyzmy i po jego śmierci nie będzie godnym spadkobiercą swojego ojca. Nie ma jednak nikogo, kto odważyłby się choćby szeptem podnieść ta kwestię. Każdy modli się więc o jak najdłuższe życie dla panującego monarchy i boi się myśleć o tym, co przyniesie przyszłość.

thai king

Dołączamy się więc do hasła z plakatu „Niech żyje Król” (ang.„Long Live The King”).

Reklamy