Polski akcent w Chiang Mai


Andrzeja poznaliśmy przez Facebooka prawie dwa lata temu.

Zawsze miał smykałkę do interesów i ciągle o tym opowiadał. Trzy tygodnie temu znalazłam jego wpisy i zdjęcia na tejże stronie. Zachęcał, czy może dokładniej mówiąc kusił swoimi kulinarnymi specjałami, wypiekami a przede wszystkim nalewkami.

Wsiedliśmy więc na naszą „Hondzię” i w drogę. Z Chiang Mai na miejsce dojechaliśmy w 20 minut. Kierowaliśmy się na południe, minęliśmy Hang Dong i w miejscowości San Pa Tong skręciliśmy w lewo. Restaurację „Coffee Banrai” znaleźliśmy w odległości ok 300 metrów od głównej drogi.
 Ban Rai

Wygląda ona jak typowo tajski, niewielki sklepik, ale z daleka widać kolorowe światełka i szyld ze zdjęciami polskich specjałów.

Wchodzimy do środka i wita nas uśmiechnięta twarz Andrzeja.

 aba8b-20141117_144249

Odważny gość – sam robi tu wszystko, od sprzątania, dekoracji, zakupów, transportu, serwowania aż po gotowanie potraw.

Przystępujemy do degustacji trunków. Na pierwszy rzut idą nalewki – Baileys, kokosowa, kawowa i o smaku toffi.  Aż w głowie się kręci. Najbardziej smakowała mi nalewka Bailays, jako że uwielbiam smaki kawowo-czekoladowo-kokosowe.

 Dzisiaj 33c,polecam zestaw trzech likierów,  kawowy, toffi i kokosowy. Prosto z lodówki, do tego pączek oraz sok z pomarańczy :)

 Sok pomarańczowy i likery – kokosowy, kawowy i Baileys. (fot. A.)

Następnie próbujemy napojów robionych (przez właściciela oczywiście) w  specjalnej maszynie, która nieustannie miesza i chłodzi orzeźwiające trunki. Dzisiaj dwa smaki do wyboru liczi (ang. lychee) oraz pomarańczowy. Sama słodycz. Jako, że Tajowie uwielbiają ogromne ilości cukru i dodają go do wszystkiego (dosłownie), to i te soki miały w sobie dużo słodyczy. Mój wybór padł na sok pomarańczowy, dodatkowo rozcieńczony wodą. Ulga w upalne dni.

Naleśniki z serem (fot. A.)

  Nie omieszkaliśmy też spróbować kuchni polskiej, której niestety nie znajdziesz w samym mieście Chiang Mai. Podobno w Bangkoku już jest jakaś polska knajpka.

No to i na północy Tajlandii również mamy polski akcent.

schabowy

Wersja „Walentynkowa” (fot. A.)

Zamawiamy …… schabowego z kapustą. Oczywiście. Pycha. Dawno mi się taki marzył. Prawie jak u mamy.

A surówka, własny przepis i wyrób. Tajowie podobno zamawiają całe zestawy z mięsem czy rybą dla tej właśnie surówki.

Na deser Andrzej zaoferował nam (własnoręcznie wykonane) mufinki. Nie daliśmy już rady. Może następnym razem.

f698b-20141117_144325

Pączki

Pączki w wykonaniu Andrzeja. Już nie mogę się doczekać „tłustego czwartku” (fot. A.)

f58c5-20141117_144351

Ceny jak widać bardzo przystępne

Dziękujemy za polską gościnność i na pewno będziemy zaglądać.

 Dodano 15 listopada 2016
Niestety restauracja już nie istnieje. Aczkolwiek Andrzej zaprasza do sklepów np. Rimping, gdzie można nabyć wędzone wyroby wędliniarskie w jego wykonaniu.
Polecam.
Reklamy