Masaż olejkami eterycznymi (nie mylić z erotycznymi).


Jeśli znajdziecie się w Tajlandii po raz pierwszy to z pewnością zdumieni będziecie ilością salonów masażu.

Nie ma chyba ulicy w Chiang Mai bez takiego salonu, więc my wybieramy się co tydzień do jednego z nich.

  Wybór masaży jest duży, ale my upodobaliśmy sobie masaż olejkami eterycznymi (ang. ‚oil massage’). Ten masaż polecam każdemu kto potrzebuje relaksu i rozluźnienia mięśni po pracy, długiej oraz wyczerpującej wycieczce, czy stresującym dniu.

IMG_9398

 Masaż taki trwa od 1 do 2 godzin. Koszt godzinnej sesji zależy od kategorii salonu. W tańszych salonach zapłacisz od 200 do 300 Baht, tj. ok 20-30 złotych.
IMG_9400

W droższych oraz renomowanych SPA od 500 do paru tysięcy Baht, czyli od 50 zł wzwyż.

  W lepszych oraz droższych salonach lub SPA masz do wyboru rodzaj olejku jakim chcesz być masowany. W zależności od zapachu oraz właściwości mogą to być olejki relaksujące mięśnie, uspokajające, rewitalizujące, odświeżające itd.
 W tych tańszych niestety nie masz wyboru, więc jeśli trafisz do salonu gdzie używają na przykład kokosowego olejku, za którym ja nie przepadam, to będziesz tylko się męczyć i czekać na koniec sesji. Nie jest jednak tak źle, gdyż generalnie wszędzie używają neutralnych zapachów.

Na czym polega masaż olejkami eterycznymi?

Masażystka zaprowadza cię na miejsce masażu czyli do pomieszczenia gdzie znajdują się łóżka lub materace umieszczone bezpośrednio na podłodze. Każdy materac lub łóżko oddzielone jest kotarami od pozostałych. Jak już znajdziesz się na swoim materacu należy zdjąć ubranie, łącznie z bielizną. W lepszych salonach dostaniesz śmieszne majteczki, rozmiaru uniwersalnego oraz oczywiście prześwitujące. W „moim” salonie dostaję ręcznik, którym przykrywam części intymne. Światło w pokoju zostaje dodatkowo przyciemnione a ponadto dla pełnego odprężenia usłyszysz relaksujące dźwięki tajskiej muzyki.

  Na początku należy położyć się na brzuchu i masażystka (rzadko mężczyzna) przystępuje do pierwszej czynności czyli obmycia stóp. Myślę, że to powinno zachęcić każdego kto się krępuje brudnych czy spoconych stóp. Ponadto jeśli masz taką potrzebę to przed masażem możesz wziąć prysznic.
  Masaż zaczyna się od stóp, poprzez łydki i uda. Każda noga jest masowana osobno i za każdym razem masażystka odsłania jedną nogę, zasłaniając części intymne.
 Po nogach czas na plecy i szyję. Wtedy to najczęściej zasypiam. Zastanawiałam się kiedyś czy w momencie kiedy klient zaśnie to masażystka robi sobie przerwę, na kawkę czy pogawędkę. Nic z tych rzeczy. Bez przerwy wmasowuje olejek w twoje ciało, może tylko robi to wtedy delikatniej i wolniej. Uwielbiam ten stan błogości i rozluźnienia.
 Po tym następuje przebudzenie gdyż zostajesz poproszony o zmianę pozycji, czyli na plecy. I tu znowu masaż zaczyna się od stóp, poprzez łydki oraz uda. Następnie olejki wmasowywane są w górną część ciała. Czasami proszę aby pominęły ten punkt programu. Wtedy dostaję dodatkowo dłuższy masaż ramion oraz dłoni. Ten masaż jest wspaniały dla osób pracujących przy komputerze lub wykonujących drobne czynności manipulacyjne. Masażystka ugniata, rozciera i rozciąga najmniejsze mięśnie w twoich dłoniach.
 Na zakończenie masażu musisz usiąść i wtedy zostajesz poddany masażowi ramion i szyi, połączonemu ze wspaniałym masażem głowy.

Zapewniam, iż taka terapia to nie tylko relaks dla ciała ale również i ducha.

Często czytając o masażach w Tajlandii słyszymy wiele historii o salonach oferujących usługi erotyczne. Z reguły nie mają z tym nic wspólnego, jednak jeśli usłyszysz ofertę jak „masaż specjalny” (ang. ’special massage’) lub „masaż mydlany” (ang. ‘soapy massage”) od skąpo ubranych dziewcząt na ulicy, wiesz już co one sygnalizują.

Oczywiście jeśli chcesz zawsze znajdzie się salon z takimi usługami. Polecam szczególnie w miejscowości Pattaya nad morzem lub w stolicy kraju, Bangkoku..

DSC_0167

W tym salonie poza normalnymi masażami, oferują specjalny masaż jąder (special testicle massaage).

Pragnę was jednak ostrzec abyście jasno sprecyzowali swoje zapotrzebowania na samym początku. Opiszę swoją historię, która przydarzyła mi się dwa tygodnie temu.

W piątkowe popołudnie wybraliśmy się z mężem na zasłużony masaż po ciężkim tygodniu pracy. Nie udaliśmy się jednak do naszego stałego salonu, tylko postanowiliśmy poeksperymentować. Wsiedliśmy na nasz motorek i wyruszyliśmy na poszukiwanie czegoś nowego. Czasami robimy to tak dla odmiany, ale tym razem pożałowałam tego.

Dotarliśmy na słynną ulicę Loh Kroi i wybraliśmy jeden z ulicznych salonów. Siedziały przed nim trzy kobiety, jedna młodsza oraz dwie w średnim wieku. Mężowi trafiła się młodsza a mnie przypadła jedna ze starszych. Zaprowadziły nas na piętro gdzie w dużym pokoju na podłodze umieszczone było dziesięć materacy. Wskazały nam nasze materace i zasłoniły kotary. Po rozebraniu się do naga położyłam się na materacu na brzuchu i przykryłam ręcznikiem. Wtedy weszła moja masażystka i obmyła mi stopy. Jak to skończyła poprosiłam ją aby zwróciła szczególna uwagę mięśnie okolicy kości krzyżowej, gdyż często odczuwam tam ból. Przytaknęła głową i przystąpiła do masażu zaczynając od pleców. Gdy przeszła do ich dolnej części zdjęła mój ręcznik i zaczęła mi masować pośladki. Zdziwił mnie nieco sposób w jaki to wykonywała, ale jeszcze się nie zorientowałam o co chodzi. Kiedy przystąpiła do masażu ud energicznym ruchem rozchyliła mi je i usiadła pomiędzy nimi. Masowała moje uda w bardzo wyraźny, erotyczny sposób. Tego było za wiele i odwróciłam więc głowę i popatrzyłam na nią. Zauważyłam, tylko że się dziwnie uśmiecha i przytakuje głową. Wtedy to zrozumiałam o co jej chodzi. Z jej strony to była oferta masażu erotycznego. Kategorycznie pokręciłam głową, że nie chcę tej usługi. Ona jedynie się uśmiechnęła.

Nie będę dalej opisywać szczegółów, ale do końca masażu byłam napięta jak struna. Dla zainteresowanych, nic się dalej nie wydarzyło, ale ja byłam w takim szoku, że tylko liczyłam sekundy do końca.

Najwyraźniej moja terapeutka pomyliła olejki i zamiast eterycznego użyła erotycznego.

Dzisiaj się z tego tylko śmiejemy a mój mąż jest zazdrosny, bo on wiele razy czekał na jakieś „szczęśliwe zakończenie” (ang. ‚happy ending’) i jednak nigdy nic się mu nie przydarzyło.

Reklamy